Subskrybuj
Ilustracje: Sonia Dubas-Kolanowska / fot. Artur Szczepański/ Reporter
Aktywistka społeczna, autorka podcastu Call to Action! i modelka. Menadżerka ds. zrównoważonej mody w „Vogue Polska”, gdzie co roku organizuje konferencję Business Fashion Environment Summit

Świat na wyciągnięcie ręki

Pierwsze wrażenie? Brud, smród, hałas i chaos. Nowy Jork jednocześnie przyciąga i odpycha. Wylewają studzienki, a szczury wplątują się w sznurówki na peronie metra. Ale przecież nie dla infrastruktury czy pięknej architektury się tu przyjeżdża. 17 czerwca 2008 r., parę dni po zdanej maturze, przyjechałam dać tej relacji jeszcze jedną szansę. To miał być wakacyjny romans, a zostałam na 11 lat. Ja i Nowy Jork – miłość nie od pierwszego wejrzenia.

Początkowo przywiozłam tylko walizkę letnich ubrań, lecz z czasem dowoziłam swetry robione przez mamę, polskie reportaże i ulubioną ceramikę z Mirostowic. W pewnym momencie dostrzegłam, że obrosłam rzeczami, zapuściłam korzenie (dosłownie, bo uwielbiam rośliny i zawsze dookoła mnie było zielono) i poczułam, że jestem w domu.

Nie sposób zamknąć 11 lat w kilku akapitach. To miasto nieograniczonych możliwości, o ile sami sobie ich nie stawiamy. Przeprowadziłam się do Nowego Jorku pod koniec ery Busha, na chwilę przed krachem finansowym. Dwa miesiące później prezydentem USA został Obama. Historia pisała się na moich oczach. Obserwowałam z bliska ruch Occupy Wall Street, przetrwałam huragan Sandy, ale nie dałam rady wytrzymać do końca upiornej kadencji Trumpa…

Do Nowego Jorku ściągnęła mnie moda.

Od 13. roku życia jeździłam po świecie, łącząc szkołę z modelingiem. Kontrakt z agencją nowojorską otwierał nowe możliwości, a w latach dwutysięcznych to miasto wyznaczało trendy. Swoje butiki mieli tu Marc Jacobs, Alexander Wang i Patricia Field, stylistka z Seksu w wielkim mieście. Przy Piątej Alei mieściła się też najważniejsza modowa uczelnia Parsons School of Design, gdzie studiowałam, choć realizując inną ścieżkę. W tamtym czasie Nowy Jork był też stolicą nieposkromionej konsumpcji, a o negatywnym wpływie mody na środowisko mało kto mówił na głos. Od 2008 r. wiele się jednak zmieniło. Pamiętam jeszcze czasy, kiedy modelki czekały na faxy z informacjami o castingach – i biegało się z jednego na drugi z portfolio pod pachą i wysokimi obcasami w torbie. Później pojawiły się smartfony, media społecznościowe, nadeszła pandemia, zmieniając zasady gry. To przede wszystkim Instagram dał nam przestrzeń do wyrażania siebie, pozwolił funkcjonować w różnych kontekstach i organizować się. Dało nam to odwagę, by ujawnić publicznie nadużycia w branży i upomnieć się o swoje prawa. Tak narodziły się Model Alliance i Model Activist. W ramach pierwszej walczyłyśmy o prawa pracownicze modelek, zwłaszcza w USA, gdzie bezpieczeństwo socjalne i ochrona pracowników są dużo słabsze niż w Europie. Druga stanowiła platformę do wspólnego zaangażowania się na rzecz lepszego świata, wymuszając na przemyśle odzieżowym uczciwsze praktyki. Aktywizacja branży mody zaczęła się w Nowym Jorku, na moich oczach i z moim udziałem. Walka nieustannie trwa – podczas ostatniego tygodnia mody (6–11 września 2024) Model Alliance zaapelowało do gubernator Nowego Jorku o podpisanie ustawy chroniącej…

Zyskaj nielimitowany dostęp do wszystkich artykułów, e-wydań i archiwum

  • Pełny dostęp do wszystkich artykułów
  • Każdy nowy numer od razu w e-wydaniu
  • Archiwum numerów zawsze pod ręką

Artykuł pojawił się w numerze: Szczęśliwego Nowego Jorku