Subskrybuj

Sacrum na kliknięcie?

Za pośrednictwem Internetu można dziś uczestniczyć we mszy świętej, odmawiać modlitwy, a nawet przyjmować wirtualne sakramenty. Sieć coraz wyraźniej odpowiada na potrzebę przynależenia do wspólnoty wierzących. Czy współczesna duchowość może całkowicie przenieść się do cyberprzestrzeni?

W dyskusji na temat wpływu Internetu na życie współczesnego człowieka zarysowują się dwa poglądy krańcowe i jeden starający się pogodzić sprzeczne stanowiska. Krańce wyznaczają z jednej strony cyfrowi entuzjaści, z drugiej – cyfrowi pesymiści.

Cyfroentuzjaści są przekonani o ogromnych możliwościach, jakie stwarza Internet. Jest on dla nich realizacją odwiecznej tęsknoty za pełnią wolności i emanacją egalitarnego społeczeństwa. Sieć w ich opisach jawi się jako przestrzeń kształtująca ludzką wyobraźnię, miejsce, w którym mogą spotkać się ludzie o różnym społecznym czy kulturowym pochodzeniu. Wydaje im się oczywistością, że Internet pokonuje wszelkie podziały, jakie dotychczas funkcjonowały w społeczeństwach.

Dla cyfropesymistów nie jest to tak oczywiste. Charakterystyczne dla przedstawicieli tego środowiska jest przekonanie o negatywnych konsekwencjach nadmiernego przebywania w cyberprzestrzeni. Rzeczywistość cyfrowa „rozmiękcza” osobowość współczesnego człowieka, a tym samym uderza we wspólnotę – przekonują. Internet jest dla nich zbiorem wyobcowanych jednostek niezdolnych do budowania więzi z innymi, wchodzących w przypadkowe, krótkotrwałe i powierzchowne kontakty. Ta iluzja relacji międzyludzkich – ich zdaniem – ogranicza kontakty realne, a w konsekwencji osłabia tradycyjne więzi społeczne.

Podobne podejście uwidacznia się także w poglądach na relację między Internetem a religią. Tutaj również mamy z jednej strony przedstawicieli stanowiska opowiadającego się za całkowitym przeniesieniem religii do Internetu, z drugiej natomiast tych, którzy uważają, że te dwie rzeczywistości są na tyle od siebie różne, iż mówienie o jakiejkolwiek relacji pomiędzy nimi to niedorzeczność.

Trzecią grupę stanowią cyfrorealiści, czyli ci, którzy Internet traktują jak każde inne narzędzie, mają świadomość jego możliwości, ale i ograniczeń. Internet jest dla nich skutecznym środkiem, którego przydatność wyczerpuje się jednak między innymi w przypadku sakramentów. Jest to granica, której nie potrafią i nie chcą przekroczyć.

Różnorodność form obecności religii w rzeczywistości wirtualnej jest ogromna. Rozróżnienie na „religię w sieci” (religion online) oraz „sieciową religię” (online religion) autorstwa Christophera Hellanda, prezentowane już we wrześniowym numerze „Znaku” w tekście Pauli Płukarskiej Religijny Internet  w Polsce – hierarchiczny i interaktywny? pozwala nieco uporządkować te niebywale bogate zjawiska.

„Nierealna” wspólnota

Z „sieciową religią” mamy do czynienia tam, gdzie umożliwia się użytkownikom Internetu przynależność do społeczności wirtualnych pozwalających na praktykowanie danej religii. Są to wszystkie te miejsca, które ułatwiają wchodzenie w kontakt z innymi wyznawcami, odprawianie rytuałów, modlitw, medytacji, organizowanie i przeprowadzanie pielgrzymek.

„Sieciowa religia” to jednak nie tylko rytuały, ale także specyficzne rozumienie wspólnoty. Mark Smith podaje kilka cech, które odróżniają społeczności wirtualne od tych istniejących w sieci. Są to:

–           aprzestrzenność: możliwość dotarcia  społeczności wirtualnych wszędzie tam, gdzie dociera Internet, o każdej porze, w każdej części globu;

–         asynchroniczność: komunikacja w społecznościach internetowych nie musi się odbywać w czasie rzeczywistym – wysyłając komuś e-mail lub rozmawiając na forum, nikt nie spodziewa się natychmiastowej odpowiedzi, zwykle dopuszcza się pewne opóźnienia, nawet wówczas gdy rozmowa odbywa się w czasie rzeczywistym za pomocą czatu;

–          acielesność: w przypadku społeczności wirtualnych nie ma miejsca na komunikację niewerbalną; oczywiście nowe możliwości technologiczne (kamery) mogą ową acielesność do pewnego stopnia wyeliminować;

–           astygmatyczność: w wyżej wymienionych społecznościach sieciowych mniej niż w „realu” liczą się cechy społeczno-demograficzne czy fizyczne osób. Ludzie zaangażowani w społeczności internetowe mogą nigdy nie mieć szansy spotkać się w „realu” i to Internet umożliwia im nawiązanie relacji. Wchodząc w relacje, ulegamy stereotypom – bardzo często postrzegane cechy innych osób determinują nasz sposób zachowania wobec nich; astygmatyczność polega na tym, że możemy się w owym postrzeganiu mylić, może ono wcale nie zachodzić lub być ograniczone do wybranych cech. Internet daje duże możliwości ukrycia wielu z nich;

– anonimowość.

Do powyższych cech należy jeszcze dodać intencjonalność. Ludzie uczestniczą we wspólnotach wirtualnych z własnej woli – wybierają i decydują, której z nich chcą być członkami. Nie są tak silnie jak w realnych wspólnotach krępowani poprzez konwenanse czy normy społeczne i obyczajowe.

Dla zwolenników „sieciowej religii” nie ulega wątpliwości, że społeczności wirtualne zaspokajają zarówno potrzebę życia towarzyskiego, wsparcia, jak i informacji, a dodatkowo budzą poczucie przynależności oraz tożsamości grupowej. I choć więzi, które budują, nie są uzależnione od terytorium, to jednak można je uznać – zdaniem zwolenników „sieciowej religii” – za pełnoprawne społeczności ludzkie.

Sacrum online

Fundamentem, na którym zdaje się opierać koncepcja „sieciowej religii”, jest kategoria „przeniesienia”. Kryje się za nią przekonanie, że nie ma różnicy między rzeczywistością offline a online. Jak pisze w swojej pracy Religia a Internet. O przenoszeniu religijnych granic do cyberprzestrzeni, Piotr Siuda: „Tożsamość sieciowa internautów w żadnym wypadku nie jest tak oderwana od tożsamości realnej, jak chcieliby pesymiści. Każda bowiem aktywność ludzi w cyberprzestrzeni podporządkowana jest celom ludzi w świecie realnym. To, jak zachowujemy się w realu, determinuje nasze zachowanie internetowe”.

Z takiej perspektywy religia w Internecie nie jest niczym nadzwyczajnym, stanowi po prostu jedną z aktywności, które człowiek „przeniósł” do rzeczywistości wirtualnej. Dla zwolenników sieciowej religii to „przenoszenie” wiąże się z zaistnieniem w sieci rozmaitych aktywności: modlitw, rytuałów, medytacji, pielgrzymek.

W Internecie bez trudu można znaleźć witryny umożliwiające praktykowanie „sieciowej” religii. Wystarczy spojrzeć na stronę VirtualChurch.com, która została stworzona dla tych, którzy nie mają czasu lub ochoty uczęszczać do realnej świątyni. Na VirtualChurch.com można wziąć udział w protestanckim nabożeństwie, pomodlić się, przeczytać lub posłuchać fragmentów Pisma Świętego.

Kolejnym przykładem jest projekt Church of Fools, którego genezę, cele, konstrukcję oraz efekty świetnie opisał w swo­im artykule jeden z jego twórców – Simon Jenkins. Trwający dwanaście tygodni, zapoczątkowany w maju 2004 r. projekt polegał na stworzeniu modelu trójwymiarowej świątyni, w której odprawiane byłyby msze, oraz  toczyły się dyskusje na tematy religijne. Twórców sponsorował Kościół metodystów z Wielkiej Brytanii oraz biskup Londynu. Wirtualny Kościół nie identyfikował się z żadnym konkretnym odłamem chrześcijaństwa, skierowany był do wszystkich wyznawców tej religii. Celem eksperymentu była odpowiedź na pytanie, czy tego rodzaju religijne środowisko wirtual­ne sprawdzi się jako wspólnota wierzących. Jak opisuje Jenkins, msze spotkały się z ogromnym zainteresowaniem internautów, o Kościele było głośno w pra­sie i w Internecie. W ciągu jednego dnia wirtualną świątynię odwiedziło  41 tys. wiernych.

Znamienne jest to, że obecnie – zwłaszcza jeżeli chodzi o strony umożliwiające interakcje – dominują witryny w języku angielskim ulokowane w kręgu szeroko rozumianej religii protestanckiej. Być może wynika to z faktu, że cechuje ją indywidualistyczne przeżywanie wiary.

Prywatny Kościół Powszechny

„Sieciowa religia” jest kolejnym wcieleniem szerszego zjawiska określanego przez socjologów mianem duchowości pozakościelnej lub prywatyzacją religii. Jest to jeden z nowszych przejawów procesu modernizacji zachodniego świata. Początkowo sekularyzacja dotyczyła głównie uniezależniania się życia społecznego i jego instytucji od wpływów religii i Kościołów (sekularyzacja obiektywna). Kolejny etap to  ewolucja społeczeństw określanych jako ponowoczesne. Wiąże się ona z demontażem religijności kościelnej i rozwojem różnych form duchowości pozakościelnej; poszukiwaniem sacrum poza oficjalnymi strukturami wspólnot, a nawet poza religią; jednym słowem: z detradycjonalizacją. Sama tradycja coraz częściej oceniana jest selektywnie, według zindywidualizowanych kryteriów. Jej rola w kształtowaniu tożsamości jednostki i wspólnot wyraźnie słabnie. W ponowoczesnych społeczeństwach religia zaczyna funkcjonować według reguł podaży i popytu. Z wielości ofert konkurujących ze sobą Kościołów wybiera się te, które odpowiadają osobistym potrzebom. W konsekwencji pogłębia się różnica między treścią nauczania Kościoła a treściami, które składają się na subiektywną tożsamość ludzi wierzących.

Dominującą formą społeczną religii w niektórych krajach staje się swoiste bricólage, będące kombinacją treści pochodzących z różnych źródeł. Przeżywanie religii jest ważniejsze niż ściśle określone treści dogmatyczne podawane do wierzenia. „Religijni didżeje” uznają pewne fragmenty światopoglądu chrześcijańskiego, ale zestawiają je z elementami pochodzącymi z innych źródeł (światopogląd naturalistyczny, religie wschodnie, New Age itp.). Elementy wiary, podobnie jak inne elementy kultury, są do dyspozycji jednostki, mogą…

Zyskaj nielimitowany dostęp do wszystkich artykułów, e-wydań i archiwum

  • Pełny dostęp do wszystkich artykułów
  • Każdy nowy numer od razu w e-wydaniu
  • Archiwum numerów zawsze pod ręką

Artykuł pojawił się w numerze: Jak odmienić Polskę?