Subskrybuj
Dr nauk politycznych, amerykanistka i arabistka, kierowniczka projektu Bliski Wschód i Afryka Północna w Polskim Instytucie Spraw Międzynarodowych, członkini Europejskiej Grupy Roboczej ds. Egiptu, stypendystka Fulbrighta w SAIS Johns Hopkins University. Autorka książki Pseudostabilizacja. Problemy...

O przemocy w islamie

Tyle jest w muzułmanach przemocy, ile jest jej w człowieku. Rewolucyjna i utopijna ideologia islamu po prostu lepiej odpowiada na zapotrzebowanie radykałów niż przestarzały anarchizm, komunizm czy faszyzm.

Niedawno brałam udział w seminarium filozoficznym o książce Tzvetana Todorowa Podbój Ameryki, podczas którego studenci oceniali konkwistę, m.in. ktoś podał przykład, jak konkwistadorzy sprawdzali naostrzenie mieczy: ścinali głowy autochtonom. Rozmowa zachęciła jednego z doktorantów filozofii do następującego porównania: dziś muzułmanie zachowują się tak jak konkwistadorzy wówczas – my do nich z otwartymi rękami, a oni do nas z mieczem. W rozumowaniu tego przecież wykształconego człowieka uderza ahistoryczność sądów, nieznajomość faktów, błąd prezentyzmu i brak proporcji. Nade wszystko zaś przebija w nim przekonanie, że ludzi trzeba dzielić na stosujących przemoc i niestosujących przemocy, jakby dotyczyła ona tylko szczególnych, wybranych grup ludzkich – przede wszystkim zaś muzułmanów.

W 1980 r. francuski orientalista Maxime Rodinson zachęcał Europejczyków do wglądnięcia w islam, ponieważ – jak twierdził w książce La fascinacion de l’Islam – „znajomość islamu i jego obrazów, szczególnie w tych czasach, może być ważnym kluczem do zrozumienia świata. Wielu z nas boi się dziś islamu. (…) Muzułmańskie ludy to nieuprzywilejowane masy tego świata. Całkiem naturalnie dążą do poprawienia swojej sytuacji i sięgną po każde środki, dobre czy złe, by osiągnąć cel. To fundamentalna zasada ludzkiej natury”. Zgodnie z tymi wskazówkami i po to, by uniknąć prostych sądów wspomnianego doktoranta filozofii, warto wiedzieć, co, kiedy i dlaczego zapisano o przemocy w świętej księdze islamu, jak się ma przemoc w religii do polityki i stosunków społecznych, ile i w kim drzemie przemocy oraz jak to wszystko odnieść do współczesnego terroryzmu.

Przemoc towarzyszyła narodzinom islamu nie dlatego, że stała się częścią religijnej doktryny, lecz dlatego, że stanowiła ważny element ówczesnego życia politycznego.

By uniknąć prezentyzmu i ahistorycznych ocen, trzeba się cofnąć do początku. Mahomet rodzi się w VI w., tuż po upadku cesarstwa zachodniorzymskiego. Kończy się właśnie starożytność, a zaczyna średniowiecze: ciągle trwa Bizancjum, w Europie plemiona walczą o dominację, w Persji zaraz zacznie się schyłek po złotym wieku. Kupieckie plemiona w Arabii nie cierpią nędzy, ale wyraźnie odstają od cywilizacji i bogactw tak Zachodu, jak i Wschodu. Dzięki pośrednictwu w handlu mają za to kontakt z wszystkimi imperiami, religiami i postawami. W tej poststarożytnej strategicznej pustce ambitny Mahomet zaczyna mieć widzenia, scala elementy chrześcijaństwa, judaizmu oraz pogańskiej Arabii i samodzielnie tworzy strukturę nowej grupy społecznej – wspólnoty religijnej. W przeciwieństwie do Chrystusa nie jest nauczycielem-ascetą, lecz raczej kupcem-wojownikiem. Jego ewidentnie polityczny cel – jedność wspólnoty – staje się zarazem celem religijnym. Polityka w tamtym czasie utożsamia się z religią.

W dekadę siłą i dyplomacją Mahomet dokonał do tamtej pory niemożliwego: zjednoczył podzielone plemiona w Arabii. Ideologia nowej religii była potrzebna i do jednoczenia, i do wzięcia odwetu na bogatych mieszkańcach Mekki, którzy wygonili Mahometa z jego rodzinnego miasta, bojąc się rosnącej popularności Proroka. Świeżo zjednoczone plemiona dysponowały tak imponującą siłą, że po śmierci Mahometa w kilka dekad opanowały terytorium zmęczonych wojnami sąsiadów, większe niż to cesarstwa rzymskiego. Chodziło o obszar pozostały po starożytnym świecie wschodnim, porzucony przez upadły Rzym – teraz młoda, sugestywna religia i jej doskonała polityczna organizacja pochłaniały sieroty po starożytności. „Militarne umiejętności pierwszych muzułmanów nie mogły się równać potędze granicznych państw”, a jednak „pod ich naporem padło wielkie imperium perskie, zachwiała się potęga Bizancjum, ugięli się hiszpańscy Wizygoci” – pisał arabista Janusz Danecki.

Islam chłonął wszystko, co nowe, inkorporował pozostałości po okolicznych imperiach świata starożytnego. Świadomi kruchości absolutystycznych rządów starożytnego Wschodu nowi władcy muzułmańscy nie wymuszali konwersji: jeśli poddałeś się władzy kalifa i płaciłeś podatki, nie było ważne, kim jesteś i w co wierzysz. Islam jako porządek polityczny, a nie religia, dawał szansę każdemu. Ale tolerancja i ogrom imperium zaczęły go rozsadzać od wewnątrz.

Tuż po śmierci Mahometa pojawiła się rywalizacja o władzę, mnożyły się pytania: kto ma kierować wspólnotą i jak tłumić bunty? Nie wiadomo jeszcze było, na czym polega bycie muzułmaninem poza oddaniem przywódcy, wiarą w jednego Boga i Sąd Ostateczny. Dopiero ekspansja imperium i kontakt z innymi religiami, a najbardziej wewnętrzne schizmy, wymusiły precyzyjniejsze określenie, czym islam jest. Przede wszystkim, by móc odróżnić „prawdziwy” islam od jego „uzurpacji”.

Przemoc stanowiła nieodłączny element ówczesnych stosunków społeczno-politycznych. Trzech z czterech pierwszych kalifów muzułmańskich po Mahomecie zostało zamordowanych (Omar, Osman i Ali). W bitwie pod Karbalą w 680 r. większość, czyli dzisiejsi sunnici, wyrżnęła ok. 2 tys. dzisiejszych szyitów, mniejszość – i tak dokonała się wielka schizma w islamie. Obcinano wówczas głowy, ale ten rodzaj śmierci uznawano za godny i szybki, w przeciwieństwie do wykrwawienia czy innego, powolnego, bolesnego umierania. Ścięcie wymagało dobrego miecza, czyli dość zaawansowanej broni, a ściętą głowę – niezbity dowód śmierci – łatwiej było transportować. Śmierć tego rodzaju rezerwowano dla ludzi ważnych: np. pod Karbalą zdekapitowano głównego wroga – Husajna. Ścięcie w VII w. cywilizacyjnie przewyższało np. kary z XIV-wiecznej Anglii, gdzie zdrajców wieszano tak, by za szybko nie zmarli, obcinano im przyrodzenie, wybebeszano, a dopiero potem ścinano głowę i ćwiartowano.

Powiedzieć, że jak na standardy VII w. Koran nie zawierał szczególnie okrutnych treści, to powiedzieć za mało – on cywilizował przemoc, ograniczał ją, wyznaczał jej ścisłe ramy.

Mahomet nie wprowadził tak dziś krytykowanego prawa odwetu (ząb za ząb), przeciwnie – chciał je ograniczyć. Nakazywał proporcjonalność w walce – użycie tylko tyle przemocy, ile jest konieczne do odparcia ataku, nastawienie pokojowe, gdy podobne demonstruje wróg, nietykalność cywilów – osób niewalczących, kobiet, dzieci, mnichów i rabinów – a także to, by wojnę wypowiadał władca, a nie indywidualni poddani.

Koran zakazuje zabójstwa z wyjątkiem wymierzania sprawiedliwości i dżihadu. Życie ludzkie, stworzone przez Boga, jest rzeczą świętą, więc morderstwo i samobójstwo są surowo piętnowane.

We wczesnych latach islamu popularną metodą zdobywania religijnych zasług i demonstrowania oddania religii była święta wojna, czyli dżihad. Oddanie życia za Allacha na polu bitwy z niewiernymi dawało miano męczennika, szahida, a niezliczone opowieści tradycji muzułmańskiej pokazywały chwałę męczenników w życiu pozagrobowym. Zastępom derwiszy, muzułmańskich mistyków, podobną satysfakcję dawało praktykowanie duchowego dżihadu – wewnętrznej walki ze złem w sobie.

Koraniczne znaczenie dżihadu jest niejednolite: w najszerszym sensie chodzi o osobisty dżihad z sobą samym, o bogobojne i cnotliwe życie, walkę z niesprawiedliwością i opresją, reformę i budowę sprawiedliwego społeczeństwa. Jeśli to konieczne, trzeba też walczyć w obronie swojej społeczności.

Mowa o zbrojnym dżihadzie pojawia się w dwu kontekstach: defensywnym (przeciwstawienia się agresji) i ofensywnym (nakaz walki z niewiernymi i zaprowadzania porządku). Znany defensywny cytat dotyczy bitwy pod Badr, gdy pogańskie plemiona z Mekki wyruszyły na Medynę, w której nowe minipaństwo tworzył Mahomet: „Zwalczajcie na drodze Boga tych, którzy was zwalczają, lecz nie bądźcie najeźdźcami. Zaprawdę, Bóg nie miłuje najeźdźców! I zabijajcie ich, gdziekolwiek ich spotkacie, i wypędzajcie ich, skąd oni was wypędzili! (…) I nie zwalczajcie ich przy świętym Meczecie, dopóki oni nie będą was tam zwalczać. Gdziekolwiek oni będą walczyć przeciw wam, zabijajcie ich!… A jeśli oni się powstrzymają, to wyrzeknijcie się wrogości, oprócz wrogości przeciw niesprawiedliwym!” (2, 190–193).

Jeśli istnieje jeden koraniczny cytat, który zna zarówno każdy dżihadysta, jak i islamofob, to jest nim fragment wersetu 9:5. Często przytaczany przykład – „zabijajcie bałwochwalców, tam gdzie ich znajdziecie; chwytajcie ich, oblegajcie i przygotowujcie dla nich wszelkie zasadzki” – zmieni sens, gdy przeczytamy cały werset: „A kiedy miną święte miesiące, wtedy zabijajcie bałwochwalców, tam gdzie ich znajdziecie; chwytajcie ich, oblegajcie i przygotowujcie dla nich wszelkie zasadzki! Ale jeśli oni się nawrócą i będą odprawiać modlitwę, i dawać jałmużnę, to dajcie im wolną drogę. Zaprawdę, Bóg jest przebaczający, litościwy!”.

Werset ten nabierze jeszcze innego znaczenia, jeśli umieścimy go w historycznym kontekście. Otóż politeiści w Mekce zawarli z muzułmanami pod wodzą Mahometa czasową umowę o nieagresji, lecz niektórzy z nich jej nie przestrzegali. Werset ten dotyczy tych spośród niewiernych, którzy umowę złamali. Także okoliczne wersety traktują o stosunkach z politeistami – nie chrześcijanami czy żydami, którzy w Koranie zajmują miejsce bliskie islamowi i zwani są ludami księgi ahl al-kitab. „A jeśli ktoś z bałwochwalców poszukuje u ciebie schronienia, to daj mu schronienie, tak by mógł usłyszeć słowo Boga, a następnie doprowadź go do miejsca bezpiecznego”.

Wspomniane dwa najbardziej wojownicze wersety, tak jak i większość innych, czyta się inaczej solo, inaczej łącznie z okolicznymi wersetami i świadomością podłoża historycznego. Toteż na podstawie różnic interpretacyjnych z czasem wyłoniły się odmienne szkoły hermeneutyki Koranu i innych świętych tekstów. Na przykład w IX w. uczeni akcentowali przemocowe znaczenie dżihadu, bo władcy szukali wówczas uzasadnienia dla ekspansji i podboju. A w XX w. i dziś wielcy mufti – najwyżsi przywódcy religijni w państwach muzułmańskich – w oficjalnych fatwach rozróżniają dżihad osobisty i wewnętrzny w czasie pokoju od tego zbrojnego z czasu wojny – gdy islam jest atakowany.

Z tych rozmyślań wyłania się śmieszno-straszna konkluzja: istnieje duże podobieństwo w interpretowaniu i wybiórczym przywoływaniu tych samych koranicznych wyjątków tak przez dżihadystów, jak i islamofobów. Obie grupy posługują się tymi samymi cytatami, podają te same argumenty, tak samo demonizują przeciwnika – są swoimi lustrzanymi odbiciami.

Chrześcijaństwo głosi miłość. Islam – miłosierdzie.

Wszystkie trzy religie monoteistyczne sankcjonowały zbrojny podbój ziem innowierców i ich mordowanie. I Dawid, i Mahomet byli wojownikami. Prosta czy wręcz prostacka analiza zawartości tekstu Starego i Nowego Testamentu oraz Koranu, wykonana przez firmę Odin Text, znajduje więcej treści związanych z przemocą w Starym i w Nowym Testamencie niż w Koranie, a jeśliby porównać tylko Stary Testament z Koranem, treści tych jest dwa razy więcej. Nie oznacza to jednak, że któraś z wymienionych religii jest doktrynalnie gwałtowniejsza.

Religie monoteistyczne po części właśnie dlatego są wielkie, że dbają o uniwersalizm przesłania – obejmują jak najwięcej możliwych ludzkich zachowań. Uczą więc zarówno o przemocy, jak i pokoju, bo człowiek przejawia skłonności zarówno do jednego, jak i drugiego. Sąd ten jednak ma poważną słabość, ponieważ skłania do zacierania różnic między religiami. Jeśliby przyjąć, że do przemocy każda z nich odnosi się tak samo, pomija się sens zasadniczego przesłania. Ma ono zazwyczaj znaczenie większe niż przez nikogo niepamiętane wersety. Przesłanie „miłości Boga i bliźniego” oddziałuje o wiele silniej niż np. starotestamentowy nakaz mordowania niewiernych z Księgi Powtórzonego Prawa (20, 16–18).

W chrześcijaństwie główne przesłanie zostało zdefiniowane przez Jezusa expressis verbis. W islamie zaś takiej jasności nie ma. Uczeni muzułmańscy pytani o najważniejsze przykazanie odpowiadają różnie. Jeśliby wskazać powtarzający się wątek, byłoby nim boskie miłosierdzie. „Bóg jest bezgranicznie miłosierny. To pierwsze, co o Nim mówimy, i pierwszy werset Koranu: w imię Boga litościwego, miłosiernego” – tłumaczy Ahmad Ban, egipski znawca religii. Tym przesłaniem islam różni się od chrześcijaństwa, co może ważyć na stosunkach społecznych.

O ile chrześcijaństwo akcentuje stosunki horyzontalne, czyli te między ludźmi, o tyle islam – stosunki wertykalne, i to w jedną stronę: od Boga do człowieka, co – jak można sądzić – umniejsza znaczenie zachowania człowieka wobec człowieka. Jednak siła przekazu o miłości w chrześcijaństwie, choćby tylko przez jego bezwzględny prymat, jest większa niż ta o boskim miłosierdziu w islamie, który rozmywa się pomiędzy innymi prawdami. Dogmaty nie pozwalają więc na konstatację, że islam zezwala na przemoc człowieka wobec człowieka. Uznaje jej istnienie, ale ją ogranicza.

Przemoc religijna jest rodzajem przemocy politycznej, a islam to religia państwa i prawa. Bez zrozumienia polityki nie można zrozumieć przemocy w islamie.Machiavelli, Hobbes i Weber przemoc umiejscawiali w kompetencjach państwa, w sferze polityki. Liczne współczesne definicje przemocy politycznej, w tym jej wariantu religijnego, łączy element racjonalności:…

Zyskaj nielimitowany dostęp do wszystkich artykułów, e-wydań i archiwum

  • Pełny dostęp do wszystkich artykułów
  • Każdy nowy numer od razu w e-wydaniu
  • Archiwum numerów zawsze pod ręką

Artykuł pojawił się w numerze: Islamofobie