Na ścianie znajdującej się za Hayderem tyka zegar. To jedyna dekoracja w białej bezosobowej przestrzeni pokoju hotelowego w Regionie Kurdystanu, do którego Hayder wprowadził się po tym, jak uciekł z Bagdadu. Z rodziną łączy się tylko za pośrednictwem internetu. Jego przyjaciel Abbas zwariował już jakiś czas temu. Kiedyś Abbas był świetnym tłumaczem, dzisiaj podobno błąka się po ulicach boso i płacze. Pod jego drzwi podłożyli już dziesięć ładunków wybuchowych. Ciągle dostaje groźby. Inny przyjaciel Haydera został zastrzelony. Wiele osób uciekło do Turcji i do Libanu. Kiedy w 2003 r. Amerykanie przybyli do Iraku, Hayder postanowił podjąć pracę jako tłumacz dla amerykańskiego wojska. Chciał pomóc obu stronom w skomunikowaniu się i jednocześnie wesprzeć swój kraj. Lecz kiedy zaczął pracę, Irakijczycy uznali go za zdrajcę. W ich oczach stał się kolaborantem. Wkrótce potem zaczął otrzymywać groźby. „Mój wujek został zamordowany w 2006 r. Pracowaliśmy razem. Co miesiąc mieliśmy cztery dni urlopu. Pewnego dnia chciałem odebrać te wolne dni, ale wujek powstrzymał mnie, mówiąc, że najpierw on pojedzie odwiedzić rodzinę,…
Dziennikarka. Publikowała m.in. w „Przekroju” i magazynie „Kontakt”. W 2021 r. otrzymała Stypendium im. Leopolda Ungera za tekst ze „Znaku” Tłumacz umiera codziennie opisujący dramatyczne losy tłumaczy w Iraku i w Afganistanie, którzy pracowali dla międzynarodowych sił zbrojnych