Powrót
Przez długi czas wstawałem wcześnie, by pójść na mszę – przed szkołą, pracą, wykładami na uniwersytecie. Tak mogłaby się zacząć ta książka, może z dodatkiem łatwego kalamburu wskazującego, że chodzi o jakieś „poszukiwanie straconego czasu”. Ale czy mogę sobie pozwolić nie tyle na kalambur, ile na dyskurs pierwszoosobowy? Zauważam, że nigdy go nie używałem, chyba że w dyskusjach, polemikach, listach do dyrektora, ale nigdy w esejach czy tekstach o charakterze „profesjonalnym”, czyli filozoficznych bądź krytycznych. Powstaje tu pytanie, czy sięgnąłem po ten dyskurs (…), dlatego że tematyka religii i wiary zdaje się wymagać sposobu pisania z konieczności „osobistego” i zaangażowanego.
I następnie: od samego początku mam wrażenie, że powinienem precyzyjnie wyjaśnić, iż skoro zabieram się do pisania o wierze i religii, to czynię to nie tylko dlatego, że sam na nowo zainteresowałem się tym problemem; zasadnicze znaczenie ma to, że w otaczającym mnie klimacie kulturowym dostrzegam odrodzenie zainteresowań religią. (…) Odrodzona wrażliwość religijna, którą „czuję” wokół mnie, w swej nieokreśloności, w swym niezdefiniowaniu, odpowiada dobrze sformułowaniu „wiara w wiarę”, wokół którego porusza się mój wywód.
…