„Gdyby 160 mln kobiet zniknęło w Stanach Zjednoczonych, każdy by zauważył, bo to znaczyłoby, że nie została ani jedna. Wyobraźmy sobie Amerykę, z której wymazano wszystkie kobiety: sklepy i hipermarkety, autostrady i szpitale, sale konferencyjne i wykładowe zapełnione wyłącznie mężczyznami. Wyobraźmy sobie autobusy, tramwaje i pociągi dowożące ludzi do pracy, z których usunięto wszystkie kobiety. Twoją żonę i twoją córkę. Albo ciebie”. Używając takich słów Mara Hvistendahl, autorka książki Unnatural Selection (Dobór nienaturalny), próbuje zobrazować skalę problemu aborcji selekcyjnej – usuwania ciąży, kiedy z badań prenatalnych wynika, że dziecko mające się urodzić jest płci żeńskiej. Zjawisko kojarzone głównie z Indiami i Chinami, w rzeczywistości ma o wiele większy zasięg. Szacuje się, że z tego właśnie powodu wśród mieszkańców samej Azji brakuje 160 mln kobiet. Badania pokazują, że problem może dotyczyć dziś także niektórych krajów Europy oraz środowisk imigrantów m.in. w Stanach Zjednoczonych.
Naturalne 105
W Stanach Zjednoczonych brak 160 mln kobiet byłby od razu widoczny gołym okiem, ale w Azji zbadanie problemu zajęło więcej czasu. Po pierwsze, dlatego że populacja w samych Chinach i Indiach liczy około 2,5 mld ludzi (w całej Azji żyje 4,2 mld), więc brak nawet tak dużej liczby kobiet nie rzuca się w oczy. Po drugie, dlatego że kiedy już ustalono, iż statystyki z tego kontynentu odbiegają od normy, trudno było w nie uwierzyć, a badacze w pierwszej kolejności zajęli się podważaniem jakości danych.
Zacznijmy od tego, skąd wzięła się liczba 160 mln. Nie istnieje przecież wzór matematyczny, który określałby, jaki dokładnie odsetek danej populacji powinny stanowić kobiety. Liczba kobiet i mężczyzn w danym kraju zależy od wielu czynników, takich jak śmiertelność matek przy porodzie, liczba i skala konfliktów zbrojnych, w których częściej giną mężczyźni, czy status, jaki mają kobiety w danym społeczeństwie, co może przekładać się na dostęp do żywności, wody, opieki medycznej, a więc na ich przeżywalność. Jedyne, co można przyjąć za pewnik, to struktura płci przy narodzeniu – na każde 100 dziewczynek rodzi się średnio 105 chłopców (za naturalny wskaźnik maskulinizacji wśród noworodków przyjmuje się przedział od 103 do 107).
W latach 60. XX w. statystyki Chin mieściły się w tej normie. Jednak według danych z 1987 r. na 100 dziewczynek rodziło się już 110 chłopców, a w 1995 r. – 118. Podobnie niepokojące dane napływały z innych krajów Azji, takich jak Indie, Korea Południowa i Tajwan. Z jakiegoś powodu z czasem coraz mniej dziewczynek przychodziło na świat. O wiele mniej, niż powinno. Właśnie te odstępstwa od normy stały się podstawą oszacowania wymienionej wyżej liczby.
Z początku do danych z Azji podchodzono z dużą ostrożnością. Wydawało się, że odstępstwa od normy w oficjalnych statystykach mogą mieć bardzo proste uzasadnienie. Jedne z bardziej niepokojących danych pochodziły z Chin, czyli kraju znanego z polityki jednego dziecka, i opierały się na listach dzieci oficjalnie zarejestrowanych przez rodziców w państwowych urzędach. Demografowie podejrzewali, że pary pragnące mieć syna nie zgłaszały nikomu narodzin córki i dzięki temu unikały kar pieniężnych, przymusowej aborcji przy drugiej ciąży czy sterylizacji. Według tej teorii dziewczynki ginęły jedynie w statystykach. Problem polegał na tym, że dane z kolejnego spisu powszechnego, połączonego z amnestią dla rodziców ukrytych dzieci, nie wyglądały dużo lepiej. Unikanie rejestracji potomstwa co prawda się zdarzało, ale na małą skalę, i nadal nie tłumaczyło nienaturalnej struktury płci wśród dzieci.
Okazało się też, że na płeć dziecka wpływ ma kolejność urodzenia. Jeśli pierwsze było dziewczynką, prawdopodobieństwo, że kolejne dziecko również będzie córką, spadało tak drastycznie, jakby kwestia płci nie była sprawą przypadku. Coraz więcej wskazywało więc na świadome działania rodziców, którzy przede wszystkim pragnęli mieć syna i wykorzystywali w tym celu dostępne metody, eliminując przy tym córki.
Upragnieni synowie, niechciane córki
Odbieranie życia córkom tuż po narodzeniu lub przed narodzeniem tylko dlatego, że są dziewczynkami, opisywano na wiele sposobów rozmywających prawdziwy obraz. Zazwyczaj to losy chłopców były w centrum uwagi i tylko przy okazji można się było dowiedzieć, że ich siostry nie cieszą się podobną troską i opieką. Nawet kiedy zaczęto dostrzegać, że brak nienarodzonych córek przekłada się na liczbę dorosłych kobiet, postrzegano to jako problem mężczyzn, którzy nie mogą znaleźć narzeczonej, a nie problem kobiet, które mają mniejsze szanse na przeżycie. W 2000 r. Elisabeth Croll pisała o tym w swojej książce Endangered Daughters (Zagrożone córki): „W wielu artykułach na ten temat chętniej używa się takich pojęć, jak przyznawanie pierwszeństwa synom, nienaturalna struktura płci, współczynnik maskulinizacji czy dyskryminacja ze względu na płeć. Unika się natomiast wskazywania na rzeczywiste konsekwencje, jakie te zjawiska ze sobą niosą dla córek, czyli zagrożenie życia, atmosferę niesprzyjającą prawidłowemu rozwojowi i obniżone poczucie własnej wartości. (…) Fizyczne cierpienie i wysoka śmiertelność córek rzadko są definiowane jako problem” (s. 10).
Preferencje dotyczące płci potomstwa istniały w społeczeństwach Azji od dawna. Jak ważne było zawsze posiadanie syna, można zauważyć, chociażby przyglądając się, w jaki sposób wprowadzano politykę jednego dziecka w Chinach. Np. w prowincji Guangdong można było dostać od władz przyzwolenie na drugie dziecko, jeśli pierwsze było dziewczynką. Po narodzeniu drugiego dziecka zalecano sterylizację jednego z małżonków. Jednak kiedy drugie dziecko również było dziewczynką, w niektórych częściach prowincji można było dostać jeszcze trzecią szansę na spłodzenie syna. Niekiedy także czwartą, po której mężczyzna musiał poddać się wasektomii niezależnie od płci czwartego dziecka. Jak pisze Croll, władze wiedziały, że jakikolwiek sukces polityki jednego dziecka zależy głównie od tego, czy rodziny będą miały realną możliwość wychowania syna.
W kraju, w którym życząc komuś powodzenia, mówi się: „obyś miał wielu synów”, narodziny córki nie są uważane za powód do szczęścia. Od dawna wiadomo było, że o dziewczynki rodzice nie troszczą się tak bardzo jak o chłopców, co przekłada się na ich większą śmiertelność w dzieciństwie. Jednak dopiero dostęp do badań prenatalnych określających płeć uwidocznił drastycznie, co może oznaczać zakorzenione w kulturze przyznawanie pierwszeństwa synom. Śmierć córek, która w poprzednich dziesięcioleciach była często wynikiem zaniedbania i braku odpowiedniej opieki medycznej, a przez to mogła być postrzegana jako przypadkowa, stała się w ostatnich latach przejawem świadomego i zaplanowanego działania rodziców.
Tam gdzie tradycja spotyka nowoczesnośćNie można wyjaśnić występowania aborcji selekcyjnej, analizując jedynie uwarunkowania Azji Południowo-Wschodniej, ponieważ niepokojące sygnały płyną także z innych regionów świata. Demografowie zwracają uwagę, że dane z 2000 r. wskazują na nienaturalną strukturę płci noworodków w Azerbejdżanie (115), Gruzji (118) i Armenii (120). Statystyki z krajów bałkańskich również mogą być zwiastunem podobnych tendencji – w Kosowie w latach 2002–2009 notowano 109 urodzeń chłopców na 100 urodzeń dziewczynek, w Czarnogórze 109,7 a w Albanii 111,5. Kraje, w których rodzi się mniej dziewczynek, niż powinno, różni wiele – nie dzielą ani wspólnej historii, ani religii, ani położenia geograficznego, ani nawet rozwiązań prawnych dotyczących przerywania ciąży. To, co łączy wspomniane państwa, to szybki wzrost gospodarczy, postrzeganie aborcji jako jednej z metod planowania rodziny i gwałtowny spadek dzietności w ostatnim czasie. Chodzi o społeczeństwa, w których dostępność usług medycznych, w tym diagnostyki prenatalnej, rośnie szybciej niż pozycja kobiet. Innymi słowy, technologia pozwala wprowadzać w życie tradycyjne uprzedzenia. Coraz większa popularność małych rodzin sprawia zaś, że rodzice są jeszcze bardziej zdeterminowani, żeby wpływać na płeć swojego potomstwa. Im mniej dzieci w rodzinie, tym mniejsze prawdopodobieństwo, że urodzi się upragniony syn, dlatego niektórzy wybierają aborcję selekcyjną, kiedy ma urodzić się kolejna córka. Kluczowym czynnikiem decydującym, czy aborcja selekcyjna staje się plagą, jest jednak ocena przerywania ciąży przez dane…