Subskrybuj
Janina Ochojska

Każdy chce żyć w lepszym świecie

Już prawie dwa lata upłynęły od chwili, gdy Kai Bumann, znakomity dyrygent i dyrektor artystyczny Polskiej Filharmonii Bałtyckiej, zainaugurował cykl spotkań „Filharmoniczne wykłady na Ołowiance: Polska – kraj nadziei”. W tekście przedstawiającym główne założenia przedsięwzięcia napisał o kulturowym i duchowym dziedzictwie naszego kraju, z którego dziś nie zawsze potrafimy czerpać. Spotkania mają przekonywać do tego, że nasz kraj jest wciąż miejscem dającym siłę i nadzieję, którego bogactwo przejawia się w życiu i działaniu konkretnych ludzi.

Działalność Janiny Ochojskiej-Okońskiej jest najlepszym dowodem na to, że Polska jest właśnie krajem nadziei. Każdy bezpośredni kontakt z założycielką i szefową Polskiej Akcji Humanitarnej ujawnia nie tylko jej charyzmatyczną osobowość – której bardzo wiele zawdzięczają tysiące ludzi w Afryce, Czeczenii, czy na Bałkanach – ale przede wszystkim: zdolność i chęć niesienia pomocy każdemu, kto jest w potrzebie. W rozmowie, którą publikujemy dzięki uprzejmej zgodzie Kaia Bumanna, Ochojska-Okońska, z właściwą sobie pokorą, opowiada o wkładzie wielu anonimowych Polaków w sukces misji PAH, a także o nowych pomysłach na dzielenie się dobrem: od akcji edukacyjnych w szkołach, przez podnoszenie tak zwanej świadomości konsumenckiej, aż po wspieranie budowy studni na terenach Afryki pozbawionych dostępu do wody pitnej. Spotkanie w filharmonii gdańskiej odbyło się 20 maja 2010.

*

Zamiast wstępu przytoczę dwa cytaty z Twoich wypowiedzi, które wiele o Tobie mówią. Pierwszy z nich: „Co z tego, że będę się wzruszać faktem, że codziennie na świecie umiera dwadzieścia pięć tysięcy ludzi? To jest straszne. (…) Tylko że zatrzymywanie się nad tym faktem niczego nie zmienia. (…) Co z tego, że się wzruszę? Nic z tego nie wynika, ale mogę coś zrobić, żeby uratować choć jednego człowieka od śmierci głodowej”.

I drugi: „Wierzę w dobro. Wierzę, że ono jest i że jest go więcej. O złu mówi się częściej, ono jest bardzo medialne. A mówienie o dobru jest krępujące. To tak jak z językiem: wstydzimy się używać wielkich słów, choć bez wstydu przeklinamy. Jestem przekonana, że rozwój świata zależy od rozwoju naszej świadomości, od naszego świadomego wpływu na rzeczywistość. Uważam, że każdy może czynić dobro. (…) Nie trzeba jeździć z konwojami, aby nieść ludziom pomoc”.

Akcji pomocowych, którymi kierujesz już od osiemnastu lat, nie byłoby jednak bez ludzi dobrej woli, darczyńców, którzy Ci zaufali. Może więc jednak, mówienie o dobru nie jest wcale w Polsce rzadkością?

Rozmawiamy w Gdańsku, kolebce „Solidarności”. Dlatego chciałbym podzielić się refleksją o tym, jakim jesteśmy społeczeństwem, a także o tym, jakim chcielibyśmy – i moglibyśmy – być.

Ta refleksja wzięła się z liczb. Jeszcze dziś, zanim zajdzie słońce, dwadzieścia pięć tysięcy ludzi umrze na świecie z głodu. Sześć tysięcy dzieci umrze z powodu braku wody pitnej. Dwadzieścia osiem tysięcy dzieci umrze z powodu chorób, które medycyna uważa za uleczalne. Półtora tysiąca kobiet w ciąży umrze z powodu braku opieki. To wszystko stanie się dziś – ale to przecież nie koniec tej wyliczanki… Około czterdzieści milionów osób jest dotkniętych AIDS. W samej tylko Afryce malaria zabija jedno dziecko co trzydzieści sekund. Z powodu gruźlicy odchodzą z tego świata około dwa miliony ludzi rocznie…

Często, kiedy myślimy o świecie, myślimy tylko o świecie najbliższym. Wydaje się nam wtedy, że wiemy, jaki świat jest. Niestety, przytoczone liczby mówią prawdę o świecie, w którym na co dzień zgadzamy się żyć. Dużą rolę w pokazywaniu nam rzeczywistego oblicza świata odgrywają – choć w tym akurat przypadku należałoby raczej powiedzieć: nie odgrywają – media. Nie zdajemy sobie sprawy z tego, do jakiego stopnia jesteśmy przez nie sterowani. Skoro w programach informacyjnych większość materiałów stanowią wypowiedzi polityków, wydawać by się mogło, że to oni są najważniejsi. Wystarczy jednak wyjechać na chwilę z Polski – szybko się wtedy przekonujemy, że prawdziwe problemy dotyczą szans przeżycia kolejnego dnia.

Ciągle jednak słyszymy, że nasze społeczeństwo jest niezwykle ofiarne, że młodzi coraz aktywniej angażują się w wolontariat, powstają kolejne fundacje, stowarzyszenia… Czy nie świadczy to więc o tym, że ludzie coraz wyraźniej zaczynają dostrzegać, że media pokazują tylko wycinek rzeczywistości?

Właśnie na tym polega paradoks! Kiedy patrzę na nasze społeczeństwo, widzę ludzi, którzy są bardzo zaangażowani w pomaganie innym – ale równocześnie mam świadomość, że często wiedzą o świecie niewiele. Ich wiedza o świecie ogranicza się do krajów bogatych lub turystycznych. W mediach informacyjnych tzw. Trzeci Świat nie istnieje, chyba że wydarzy się wielka katastrofa. Czy, na przykład, zdają sobie państwo sprawę z tego, jak prężnie rozwija się przemysł w Nigerii? Afryka to nie tylko dzieci z wydętymi brzuszkami, to również bardzo szybko rozwijający się kontynent. Jednak materiały na ten temat mediów zwykle nie interesują.

Najważniejszym z doświadczeń, które nabyłam od czasu, gdy zajęłam się pomaganiem, jest świadomość, że media, owszem, są bardzo użyteczne, ale jeśli chcemy zbudować sobie prawdziwy obraz świata, musimy sami szukać wiedzy, ponieważ media nam jej nie przekażą.

Media w Polsce są dość szczególne, bo żadne z nich nie ma określonej misji. Liczy się nakład, ilość sprzedanych egzemplarzy i zaspokojenie potrzeb odbiorcy. Uważam, że powinno być na odwrót: to media powinny kształtować nasze opinie i uczyć o świecie. Kiedy mówię o tym dziennikarzom, często słyszę w odpowiedzi, że ludzie chętniej czytają plotki, że interesują ich skandale i sensacje, dobro jest nudne. Prawda jest jednak taka, że ludzie czytają to, co jest do czytania. Gdyby w Polsce były, na przykład, tylko „Tygodniki Powszechne”, tylko je by czytano. Są oczywiście dziennikarze, którzy maja odwagę i powagę, żeby pisać o tym, co ważne, bez względu na to, co tak zwana publika lubi czytać i o czym najchętniej rozmawia. Gusty trzeba kształtować! Ktoś, kto nigdy nie słyszał wiolonczeli, nie dowie się nigdy, jak taki instrument brzmi. Z naszą wiedzą o świecie jest podobnie.

Może nam się wydawać, że tragedia ludzi, którzy umrą dziś z głodu, braku wody lub z powodu chorób, nas zupełnie nie dotyczy. Tak jednak nie jest: rzecz dotyczy krajów ubogich, które my, żyjąc w państwach bogatszych, w pewnym sensie wyzyskujemy. Pewnego dnia ci ludzie zechcą do nas przyjść – dlaczego bowiem mieliby wiecznie mieszkać w miejscach, w których nie ma wody i żywności? Każdy człowiek chce żyć w lepszym świecie i w lepszych warunkach. Jako ci, którzy żyją w bogatszych krajach, ponosimy za świat i za to, co będzie się z nim działo w przyszłości, większą od innych odpowiedzialność. Wierzę, że każdy z nas może mieć wpływ na to, co się dzieje w świecie. Rzeczywistość można zmieniać nawet przy pomocy małych gestów. Uratowanie jednego tylko człowieka może, w skali całego globu, wydać się czymś małym, ale kiedy ten człowiek ma twarz i określony kolor włosów, kiedy wiemy, że jest wysoki lub niski, młody lub stary, jednym słowem: kiedy jest to konkretny człowiek, widzimy wtedy, jak wielką wartością jest jego życie.

A teraz wyobraźmy sobie, że dziś z głodu umrze dwadzieścia pięć tysięcy fantastycznych ludzi, którzy mogliby nam wiele dać lub po prostu przeżyć pięknie życie. Umrą dlatego, że w miejscu gdzie mieszkają nie ma wystarczającej ilości jedzenia, podczas gdy w wielu krajach wyrzucamy tony żywności.

Gdybyśmy żyli ze świadomością tych faktów i gdyby nas uczono, w jaki sposób możemy to zmieniać, świat mógłby wyglądać inaczej. Na razie stan naszej wiedzy o świecie jest kiepski. Ale przecież wciąż możemy dowiedzieć się czegoś o ludziach, którzy żyją w najbiedniejszych krajach, a których los i życie zależą od tego, na ile odpowiedzialnie będziemy żyć my! Podejmując codzienne decyzje, powinniśmy brać pod uwagę los ludzi, którzy nie mają dostępu do tylu dóbr, co my. Do wody, której zużywamy za dużo, jedzenia, którego mamy w nadmiarze, edukacji, ochrony zdrowia etc.

Sama wiedza jednak nic nie zmienia…

Wiedza zmienia bardzo dużo! Kiedy w Polsce wprowadzono stan wojenny, usłyszałam w Radiu Wolna Europa nazwiska kolegów, którzy zostali aresztowani. Już sam fakt, że o nich wiedziałam, przyniósł mi poczucie, że są bezpieczniejsi. Tego samego doświadczają dziś mieszkańcy krajów, w których toczą się konflikty. Proszę zwrócić uwagę na to, co mówią do kamer: „opowiedzcie o nas światu, opowiedzcie o naszym losie” – są przekonani, że wiedza ta spowoduje reakcję i powstanie jakiegoś dobra. Że tylko w ten sposób może zmienić się ich sytuacja. Tak też najczęściej jest! Kiedy w 1994 roku zaczęła się pierwsza wojna w Czeczenii, Polacy dzwonili do nas z pytaniem, kiedy wyjeżdża konwój do Groznego. Nie pytali „czy”, tylko „kiedy”, bo było dla nich oczywiste, że taki konwój wyślemy i wielu ludzi chciało wtedy Czeczenii pomóc. Młodzi ludzie często mnie pytają, co mogą zrobić dla innych. Wiedza jest podstawą również dlatego, że jeśli nie wiemy, jak żyją ludzie w krajach ubogich, nie możemy sobie nawet wyobrazić, jak mogłaby wyglądać skuteczna pomoc.

Ciekawa jestem, co Polacy wiedzą o Afganistanie. O tym kraju mówi się w naszych mediach niemal wyłącznie w kontekście „naszych zabili”, „kogoś zabili”, albo „był jakiś zamach” – Afganistan jawi się nam jako kraj, w którym panuje wyłącznie terror. Nie potrafimy sobie wyobrazić, że funkcjonuje tam normalne życie. A przecież tam działają szkoły, pracują szpitale, ludzie się rodzą i umierają, mają swoje radości i smutki. Są to ludzie bardzo biedni żyjący w zdewastowanym kraju. Pięć z ośmiu tysięcy szkół w Afganistanie nie ma swojego budynku – dzieci uczą się pod drzewem. Wybudowanie szkoły na afgańskiej prowincji to jest koszt rzędu dziesięciu tysięcy dolarów. Kiedy widzę, jak bardzo dzieci garną się tam do nauki, jak wiele z nich przemierza codziennie po kilkanaście kilometrów po to tylko, aby dojść do szkoły, staje się dla mnie oczywiste, że one chcą czegoś lepszego! Mają świadomość, że chodzeniem do szkoły mogą polepszyć swój los. Problem w tym, że kiedy nie ma szkoły, nie ma też nauki. Osiemdziesiąt dwa procent kobiet w Afganistanie to analfabetki. Jest to pozostałość po okresie rządów talibów, kiedy dziewczynki nie mogły się nawet uczyć czytać i pisać. Gdybyśmy w Polsce znali chociaż fakty dotyczące sytuacji w edukacji afgańskiej i spojrzeli na Afganistan jako na kraj podobny do naszego, w którym toczy się codzienne życie, wiedzielibyśmy, w jaki sposób można tu pomóc.

Czy w Polskiej Akcji Humanitarnej robicie coś, aby podnosić stan świadomości Polaków na temat najbardziej potrzebujących regionów świata?Oczywiście. Inaczej kto by wspierał nasze akcje? Od samego początku naszej działalności mamy świadomość, że sami musimy „zbudować” sobie grupę ludzi wspierających naszą pomoc. Oprócz pomocy humanitarnej koordynujemy program „Edukacja humanitarna”. Pomysł na program powstał na początku roku 93., po wysłaniu pierwszego konwoju do Sarajewa. Zobaczyłam wtedy, że Polacy zareagowali bardzo aktywnie: w ciągu niecałego miesiąca darami zapełniliśmy dwanaście ciężarówek i konwój mógł wyjechać już 26 grudnia 1992 roku. Miałam jednak świadomość, że ciągle jako społeczeństwo więcej myśleliśmy o sobie i swoich potrzebach niż o biedzie poza naszym krajem. Badania nadal wykazują, że Polacy najchętniej pomagają polskim chorym dzieciom. Te trzy kategorie: polskość, choroba i fakt, że potrzebujący jest dzieckiem, sprawiają, że możemy się spodziewać największej ofiarności. A są kraje – wtedy w takiej sytuacji była Bośnia i Hercegowina – które o wiele bardziej potrzebują pomocy. Kraje, gdzie toczą się wojny (w tej chwili na świecie toczy się ok. 50 wojen), gdzie wydarzają…

Zyskaj nielimitowany dostęp do wszystkich artykułów, e-wydań i archiwum

  • Pełny dostęp do wszystkich artykułów
  • Każdy nowy numer od razu w e-wydaniu
  • Archiwum numerów zawsze pod ręką

Artykuł pojawił się w numerze: Koniec religii czy różne ścieżki wiary? Debata z Charlesem Taylorem