O Sarajewie świat, a przynajmniej Europa, przypomniał sobie w lutym tego roku, kiedy przez całą Bośnię przetoczyła się fala manifestacji. Wszystko zaczęło się od Tuzli. Powodem do demonstracji była likwidacja kolejnej fabryki, w efekcie czego tysiące ludzi straciło pracę. Błyskawicznie protesty przeniosły się do innych miast: Bihacza, Zenicy, Mostaru, Sarajewa. Początkowo pokojowe marsze przemieniły się w coraz bardziej gwałtowne starcia z policją, w Sarajewie protestujący spalili siedzibę rządu federalnego oraz archiwum państwowe. Trzeba było dopiero tych ostatnich wydarzeń i kilkudziesięciu poważnie rannych, by temat „przebił się” przez serwisy informacyjne zdominowane doniesieniami z Ukrainy i zainteresował Unię Europejską. Gdyby nie Chorwacja, od lipca nowy członek wspólnoty, Europa nie zainteresowałaby się Bośnią. Co właściwie stało się (i dzieje, bo protesty, choć na mniejszą skalę, nadal trwają) w tym kraju? Bezpośrednią przyczyną niezadowolenia społecznego jest zamykanie kolejnych miejsc pracy, rosnące bezrobocie (w skali całego kraju wynosi 44%!), bieda i korupcja elit rządzących. Pośrednia przyczyna protestów tkwi w błędnej polityce wewnętrznej Bośni i zaniechaniach Zachodu. Wszyscy, i w BiH, i poza nią, skoncentrowali się głównie na umocnieniu pokoju. Zapomnieli o reformach społecznych i administracyjnych. Czkawką odbija się też porozumienie z Dayton – symbol końca wojny.
Paradoks Dayton
Zawarte w 1995 r. w amerykańskim mieście Dayton porozumienie pokojowe przyjęte zostało jak zbawienie. Oznaczało koniec bratobójczej wojny. Jego sygnatariuszami stali się trzej przywódcy, zbrukani krwią ofiar wojny. Prezydenci: Jugosławii Slobodan Miloszević, Chorwacji Franjo Tudjman i Bośni Alija Izetbegović, byli współodpowiedzialni za czystki etniczne w czasie wojny, za cierpienie niewinnych ludzi. Okazali się jednak jedynymi gwarantami pokoju, a dla USA i Europy partnerami do rozmów. Po czteroletniej wojnie, która pochłonęła życie kilkudziesięciu tysięcy ofiar (niektóre źródła mówią nawet o ponad 200 tys. zabitych po wszystkich stronach frontu), kluczowe było przywrócenie pokoju i skrojenie państwa, w którym mogliby żyć ludzie do niedawna stojący po różnych stronach barykady. To, jak będzie funkcjonować powojenna Bośnia, stanowiło wówczas kwestię drugorzędną. Najważniejszy był pokój.
Tymczasem z błogosławieństwem mocarstw światowych stworzono państwo-kuriozum. Aneks czwarty układu, zawierający konstytucję BiH, określił ustrój polityczno- administracyjny Bośni jako państwa składającego się z dwóch części: Republiki Serbskiej (49% terytorium) i Federacji Bośni i Hercegowiny (51% terytorium), oraz z autonomicznego dystryktu Brcko podległego bezpośrednio rządowi centralnemu. Obie części posiadają własne parlamenty, rządy i pełną autonomię w sprawach wewnętrznych. Nieliczne tylko kompetencje (w tym sprawy zagraniczne, polityka monetarna i celna) należą do rządu centralnego. Układ zawiera również postanowienia regulujące powrót uchodźców i osób wysiedlonych oraz gwarancje dla mniejszości narodowych. Przestrzegania postanowień układu ma nadzorować specjalnie powołany w tym celu urząd wysokiego przedstawiciela dla BiH. To nie koniec. By uprzedzić ewentualne kłótnie między trzema narodami zamieszkującymi kraj, wprowadzono parytety narodowościowe na każdym szczeblu władzy. Jako najwyższy urząd państwa konstytucja wskazuje trzyosobowe Prezydium, w którego skład wchodzi jeden przedstawiciel każdego z narodów. Jeden z członków Prezydium jest przewodniczącym (prezydentem), a dwóch pozostałych wiceprzewodniczącymi (wiceprezydentami), przy czym system ten jest rotacyjny, więc co 8 miesięcy następuje zmiana na stanowisku przewodniczącego Prezydium. Zaproponowane rozwiązanie, respektujące równy dostęp do sprawowanych funkcji, znajduje swoje odbicie także w innych organach i instytucjach, tak szczebla centralnego, jak i części składowych. Konstytucja niezwykle rygorystycznie podchodzi do tej materii, dlatego począwszy od instytucji głowy państwa, poprzez obsadę funkcji przewodniczącego każdej z izb parlamentu (centralnego oraz dwóch w częściach składowych), aż do Zgromadzeń Kantonalnych Federacji Bośni i Hercegowiny oraz Rad Municypalnych funkcjonuje system oparty na kryterium etnicznym. Republika Serbska różni się nieznacznie, ponieważ funkcję przewodniczącego danego organu pełnić może tylko Serb. Nakładają się na to dodatkowo kompetencje wysokiego przedstawiciela, będącego de facto gubernatorem Bośni. Nie do końca są one sprecyzowane, a ich zakres definiowali kolejni przedstawiciele. Mogli podejmować samodzielne decyzje, a także dymisjonować urzędników państwowych, z czego niektórzy z nich ochoczo korzystali.
Kohabitacja
Szczegółowy opis struktury administracyjnej Bośni pokazuje, z jak wielkim trudem funkcjonuje to państwo. Bez wątpienia największym jego sukcesem jest utrzymanie pokoju. Mobilizująco działa perspektywa euro-atlantycka. I choć droga BiH do Unii będzie jeszcze daleka, to są już drobne sukcesy – takie jak podpisanie w 2008 r. Umowy o stabilizacji i stowarzyszeniu. Jednak podpisanie tego dokumentu przyśpieszyło, paradoksalnie, wydarzenia w Kosowie. W lutym 2008 r. Kosowo jednostronnie ogłosiło niepodległość, a nowe państwo uznała większość krajów unijnych (poza Słowacją, Rumunią, Cyprem, Grecją i Hiszpanią). W odpowiedzi na niepodległość Kosowa Serbowie z Republiki Serbskiej zorganizowali kolejne manifestacje, w trakcie których powołując się na precedens kosowski, żądali pełnej niezależności i / lub przyłączenia do Serbii. Chcąc zapobiec rozpadowi BiH, Bruksela przyśpieszyła podpisanie Umowy. To dzięki naciskom ze strony unijnej w Bośni przeprowadzono wreszcie reformę policji i powstały wspólne jednostki. Wielkim osiągnięciem kraju jest utworzenie wspólnych sił zbrojnych – co było jednym z wymogów stawianych przez Pakt Północnoatlantycki. Udało się też wreszcie, w ramach uspokajania nastrojów na Bałkanach, doprowadzić do zniesienia reżimu wizowego także dla mieszkańców Bośni.
Jak jednak wygląda wspólne życie w kraju tak wewnętrznie podzielonym? To częsty paraliż decyzyjny, przebiegający od najniższego po najwyższy poziom. Bośnia jako skoordynowany, spójny wewnętrznie kraj nie istnieje. Najważniejsze decyzje nierzadko podejmował wysoki przedstawiciel – od 2009 r. (na czas nieokreślony) jest nim austriacki dyplomata Valentin Inzko. Od uproszczenia systemu decyzyjnego w rządzie przez tak kluczowe i symboliczne kwestie jak flaga czy waluta. Taki system zabezpieczał przed wybuchem sporów o władzę na tle etnicznym, ale jednocześnie w pewnym sensie przyczyniał się do ubezwłasnowolnienia kraju. Poszczególne partie polityczne czują się zwolnione z odpowiedzialności za cały kraj.
Na przykładzie BiH widać wszystkie plagi, które nękają politykę. Pogoń polityków wyłącznie za własną popularnością i interesem, łatwo przechodząca w populizm – vide lider Serbów Miroslav Dodik. Na marginesie warto dodać, że wprawdzie Chorwaci i Bośniacy wydają się bardziej skłonni do współpracy ze sobą, jednak współpraca ta także nie przebiega bezkolizyjne. Co jakiś czas pojawia się pomysł wydzielenia części chorwackiej z federacji bośniacko-chorwackiej. Na szczęście nie znajduje on szerokiego odzewu wśród mieszkańców. Istnieje jeszcze czynnik religijny, głównie islamski. Od zakończenia wojny w BiH trwa niekończący się renesans islamu, inkorporowanego z zagranicy – meczety i szkoły koraniczne budują Iran, Arabia Saudyjska, Turcja… Korupcja na wszystkich szczeblach władzy i nepotyzm, dotyczące wszystkich wspólnot narodowych, są od lat bezowocnie piętnowane przez Brukselę. Nie bez powodu to oskarżenie wysuwają Bośniacy. Zgodnie, bo te zimowo-wiosenne protesty były wspólną akcją bośniackich muzułmanów, Serbów i Chorwatów. I wszyscy jednogłośnie deklarują, że nadszedł już czas na zmianę, a raczej wymianę klasy politycznej. Skompromitowani politycy, zajęci tylko swoimi interesami, muszą odejść. Pytaniem otwartym, na które nie ma prostej odpowiedzi, jest, kto ich zastąpi.
A powody do niezadowolenia są wymierne. Bezrobocie w skali całej BiH wynosi 44%, wśród młodych ludzi przekracza 50%, w Republice Serbskiej dochodząc nawet do 60%. Od czasu zakończenia wojny w kraju nie przeprowadzono poważniejszych reform gospodarczych, w efekcie otrzymano system ekonomiczny będący kuriozalnym połączeniem schyłkowego komunizmu i dzikiego kapitalizmu, z rozdętą szarą strefą. Co w połączeniu z dysfunkcyjną administracją państwową tworzy bardzo niebezpieczną sytuację. W pełnoletność wkracza teraz pierwsze pokolenie urodzone po wojnie. Co prawda ci młodzi ludzie nie doświadczyli bezpośrednio wojennej traumy, jednak byli wychowywani wśród opowieści o tym, co się działo. Dorastają, nie mając perspektyw życiowych ani na dobrą pracę, ani na własne mieszkanie, a tym bardziej na stabilizację finansową. Są zdesperowani i bardziej skłonni do buntu niż pokolenie ich rodziców, bezpośrednio naznaczone doświadczeniem wojny. To, co się obecnie dzieje w Bośni, to dopiero preludium do możliwej eskalacji społecznych konfliktów. Dopóki niepokoje nie mają podtekstu społecznego, sytuacja jest do opanowania. Dlatego jest jeszcze czas na interwencję – Unii Europejskiej. Nawiasem mówiąc, jeden z wpływowych dyplomatów unijnych przyznał, że przed lutym do Tuzli przyjeżdżało wielu…