Subskrybuj

Pancerny Kardynał a upadek Kościoła w Irlandii

Poza wąskim gronem lojalnych lub – w zależności od punktu widzenia – intelektualnie wyrobionych zwolenników światowa pozycja Benedykta XVI jako teologa nie mogła, niestety, w Irlandii zrównoważyć ogólnie negatywnego wizerunku papieża, który miał być w ten sposób postrzegany już do końca pontyfikatu.

Stosunkowo niedługi pontyfikat Benedykta XVI (19 kwietnia 2005 r.–28 lutego 2013 r.) zbiegł się w czasie z bezprecedensowym kryzysem reputacji Kościoła katolickiego w Irlandii. Próba znalezienia bezpośredniego związku między postępującym osłabieniem pozycji Kościoła a posługą apostolską papieża byłaby jednak dużym uproszczeniem. Problemy irlandzkiego katolicyzmu wyszły na jaw po bardzo długim okresie ich utajenia. Niewykluczone, że Benedykt XVI po prostu nie miał szczęścia, gdyż objął Tron Piotrowy w chwili, gdy dalsze negowanie istniejących od dawna poważnych, nieuniknionych i wciąż nierozwiązanych bolączek irlandzkiego katolicyzmu okazało się już niemożliwe.

W odróżnieniu od papieża Franciszka, który w momencie decyzji konklawe był w Irlandii osobą raczej mało znaną, Benedykt XVI nie miał zapewnionej podobnej anonimowości. Jeżeli niewiedza jest błogosławieństwem, to można powiedzieć, że początek pontyfikatu Benedykta nie stanowił pasma błogosławieństw. Jako wieloletni współpracownik Jana Pawła II, Joseph Ratzinger był już wówczas postacią rozpoznawaną przez katolików na całym świecie, a ciążąca na nim opinia nieustępliwego cerbera katolickiej ortodoksji w niemieckim stylu niekorzystnie kontrastowała z charyzmą polskiego papieża. Jan Paweł II cieszył się dużą popularnością, był towarzyski, lubił sport i otwarte przestrzenie; Josepha Ratzingera postrzegano jako papieża pełnego rezerwy, zagłębionego w książkach i zaciekle broniącego teologicznej poprawności. Stąd też szereg niepochlebnych przydomków, jakie nadawały mu media. Okrzyknięto go „rottweilerem Pana Boga”, potem obwołano „Pancernym Kardynałem”. Pamiętano, że Jan Paweł II podczas II wojny światowej wiele wycierpiał pod nazistowską okupacją Polski. Krótkotrwały, powierzchowny i nieunikniony związek nastoletniego jeszcze wówczas Josepha Ratzingera z nazistowską machiną wojenną przywoływano tymczasem – moim zdaniem niesprawiedliwie – aby nowego papieża niejako mimochodem przedstawić w niekorzystnym świetle na tle powszechnie lubianego poprzednika.

W Irlandii międzynarodowy wymiar postaci Josepha Ratzingera nie miał początkowo znaczącego wpływu na postrzeganie papieża Benedykta XVI. Irlandia, a dokładniej: Republika Irlandii (sześć hrabstw północnych wyspy tworzy Irlandię Północną, która stanowi część Zjednoczonego Królestwa), pozostała podczas II wojny światowej krajem neutralnym i liczne okropieństwa konfliktu zbrojnego nie odcisnęły się tutaj w narodowej pamięci z taką siłą jak w innych częściach Europy i globu. Dlatego też w pierwszych irlandzkich reakcjach na wybór Ratzingera wspomnienia tego mało znaczącego epizodu służby w armii niemieckiej stanowiły czynnik marginalny. Co równie istotne, wielkiej wagi dla miejscowych katolików nie miała również reputacja papieża jako teologa, nigdy bowiem nie zachęcano tutaj – może i słusznie – do traktowania teologii nazbyt poważnie.

Jednak w świecie akademickim opinia ta zataczała już wtedy szerokie kręgi. Na długo przed objęciem stanowiska prefekta Kongregacji Nauki Wiary i niezależnie od sprawowanej funkcji Joseph Ratzinger był już poważanym teologiem uniwersyteckim o ustalonej reputacji, sięgającej daleko poza ojczyste Niemcy. Rola, jaką odegrał w pracach Soboru Watykańskiego II, a następnie nagłośniona w mediach refleksja nad niemiecką teologią sprawiły, że stał się w swojej dyscyplinie postacią powszechnie znaną i cenioną. Ponieważ jednak – jak wcześniej wspomniałem – irlandzki katolicyzm nigdy nie miał istotnej tradycji teologicznej, ta mocna strona papieża, uznawana dziś nawet przez część irlandzkiej inteligencji wrogiej dawnemu katolicyzmowi, stanowiła z punktu widzenia oceny pontyfikatu Benedykta XVI kwestię drugorzędną.

Poza wąskim gronem lojalnych lub – w zależności od punktu widzenia – intelektualnie wyrobionych zwolenników światowa pozycja Benedykta XVI jako teologa nie mogła, niestety, w Irlandii zrównoważyć ogólnie negatywnego wizerunku papieża, który miał być w ten sposób postrzegany już do końca pontyfikatu. I chociaż nigdy otwarcie nie dyskutowano o konkretnych faktach z jego przeszłości ani o pewnych poglądach teologicznych, w opinii publicznej Benedykt już na zawsze pozostał człowiekiem pełnym rezerwy i niezłomnym konserwatystą. Nawet uznanie doniosłej roli Kolumbana, irlandzkiego świętego wczesnego średniowiecza, któremu papież poświęcił jedną z audiencji generalnych (11 czerwca 2008 r.), przeszło na rodzimej wyspie bohatera katechezy bez większego echa. Podobnie było z często wyrażaną przez Benedykta obawą o „chrześcijańskie korzenie Europy”, którym, w mniemaniu papieża, w coraz większym stopniu groziło zapomnienie.

W irlandzkim katolicyzmie teologia nigdy nie stanowiła istotnej siły, z dużą powagą natomiast podchodzono zawsze do wymiaru politycznego religii. Bacznie przyglądano się nie tylko temu, jak Kościół zarządza swoją polityką wewnętrzną, lecz również temu, jak wpływa na świecką rzeczywistość. To właśnie ten wymiar pontyfikatu Benedykta XVI w odniesieniu do Irlandii będzie zasadniczym tematem niniejszego artykułu.

Aby dokonać choćby wstępnej oceny politycznego znaczenia posługi Benedykta, należy najpierw zarysować szereg problemów, które w momencie jego wyboru już od lat trapiły irlandzki Kościół i które miały go ostatecznie pogrążyć w religijnym grzęzawisku, jakim jest współczesny irlandzki katolicyzm.

Wybór Josepha Ratzingera na papieża w 2005 r. przypadł na okres pogłębiającego się, graniczącego wręcz z paniką zamętu w irlandzkim Kościele. Niezwykle udana historyczna wizyta Jana Pawła II w 1979 r., podczas której popularnego papieża pielgrzyma witały w Irlandii rzesze wiernych, stanowiła jednocześnie początek końca nieomal niepodzielnej władzy, jaką na wyspie sprawował Kościół katolicki. Nagłośniony przez media w latach 90. skandal z udziałem powszechnie znanego i lubianego biskupa, który okazał się ojcem zamieszkałego w USA nastoletniego chłopca, dodatkowo osłabił emocjonalne przywiązanie, jakim Kościół cieszył się wśród dużej części Irlandczyków w ciągu stuleci angielskiej (czyli protestanckiej) dominacji na wyspie.

Bardziej zgubne w skutkach było to, że w 1999 r. rząd Irlandii, w odpowiedzi na narastającą presję opinii publicznej, która domagała się śledztwa dotyczącego oskarżeń o poważne nadużycia w irlandzkich instytucjach, zainicjował dochodzenie w sprawie sięgających aż 63 lata wstecz przypadków molestowania dzieci. Ten społeczny nacisk był w dużej mierze dziełem dziennikarzy. To oni jako pierwsi wsłuchali się w skargi ofiar nadużyć, których dopuszczono się w instytucjach kościelnych i państwowych, podczas gdy czynniki oficjalne od lat lekceważyły te doniesienia lub przymykały na nie oko. Rozpoczęte w 1999 r. dochodzenie prowadziła Komisja Śledcza ds. Molestowania Dzieci (Commission to Inquire into Child Abuse – CICA), potocznie zwana – od imienia sędziego Seána Ryana, który jej w późniejszym okresie przewodniczył – Komisją Ryana. Ustalenia komisji opublikowano w 2009 r., znane są obecnie jako Raport Ryana. W dochodzeniu skupiono się na przypadkach molestowania dzieci, do jakich doszło w tzw. szkołach wychowawczo-zawodowych. Takich placówek było w całym kraju 60 i oficjalnie prowadził je Kościół katolicki, choć finansowało Ministerstwo Oświaty, na którym – przynajmniej teoretycznie – spoczywał również obowiązek ich nadzorowania.

Jeszcze przed publikacją raportu Komisji Ryana szereg rażących i najwyraźniej bezkarnych nadużyć księży ujawniło zlecone przez rząd dochodzenie w diecezji Ferns na południowym wschodzie kraju. Ustalenia śledztwa upubliczniono już w październiku 2005 r.

Zawartość długo oczekiwanego Raportu Ryana, który ukazał się wreszcie w maju 2009 r., okazała się – zgodnie z przewidywaniami – nie mniej ponura. Dokument stanowił w istocie długą litanię haniebnych przypadków molestowania fizycznego, seksualnego i emocjonalnego, jakich dopuszczono się na bezbronnych dzieciach powierzonych „opiece” państwa i Kościoła. Nie dość, że odrażające było samo molestowanie, to odkryto również, że przez wiele dziesięcioleci nie zrobiono absolutnie nic, aby je powstrzymać i wyjaśnić zajścia. Stanowiło to ze strony państwa i Kościoła jaskrawe sprzeniewierzenie się obowiązkom, jakie ciążyły na nich wobec Ogólne poczucie, że Benedykt XVI to wycofany, bujający w obłokach uczony, a nie zaprawiony w bojach w świeckiej i kościelnej rzeczywistości polityk może jednak kryć w sobie ziarno prawdy powierzonych ich opiece osób – akt nadużycia władzy o rozmiarach przyprawiających wręcz o mdłości. Chociaż nie mówiono o tym głośno, szczególnie drażniącą kwestią raportu, który ujawnił, jak w rzeczywistości przez wiele lat wyglądało życie w niepodległej Irlandii dla wielu jej obywateli, było to, że chodziło o nikczemność rodzimego chowu. Nie dało się więc zrzucić winy na Brytyjczyków, których w stuleciach poprzedzających niepodległość (tj. przed rokiem 1922) często czyniono kozłem ofiarnym obwinianym za wszelkie lokalne bolączki.

Kilka miesięcy po publikacji Raportu Ryana irlandzką opinią publiczną wstrząsnęły kolejne szokujące doniesienia; w listopadzie 2009 r. ukazał się bowiem Raport Murphy, nazwany tak od nazwiska sędzi przewodniczącej dochodzeniu. Raport dotyczył kolejnego śledztwa w sprawie zarzutów molestowania dzieci przez duchownych, w tym przez księdza, który przyznał, że wykorzystał ponad 100 podopiecznych, i przez innego duchownego, dopuszczającego się podobnych nadużyć średnio dwa razy w miesiącu przez ćwierć wieku – i to w samej archidiecezji dublińskiej, największej liczebnie katolickiej diecezji kraju. Również ta publikacja ukazywała przygnębiające zaniedbania władz archidiecezji przez kilka dziesięcioleci niereagujących odpowiednio na te zarzuty. Po publikacji raportu z Ferns w 2005 r., ale jeszcze przed poznaniem doniesienia raportów Ryana i Murphy, w Irlandii wybuchł inny skandal. W 2008 r. ujawniono, że John Magee – biskup diecezji Cloyne w hrabstwie Cork i sekretarz trzech papieży – przez lata nie tylko opieszale zabierał się za śledztwa w sprawie oskarżeń o molestowanie kierowanych pod adresem duchownych swojej diecezji, ale wręcz jawnie lekceważył wytyczne i procedury, jakie z myślą o podobnych przypadkach uchwalono na konferencji episkopatu Irlandii w 1996 r. Komisji Śledczej ds. Archidiecezji Dublińskiej po zakończeniu prac w stolicy powierzono zatem zadanie przyjrzenia się sytuacji w Cloyne. Raport z tego dochodzenia ujrzał światło dzienne w 2011 r. i znany jest pod nazwą Raportu z Cloyne. Reakcję papieża na sytuację nabrzmiałą w związku z administracyjnymi uchybieniami bp. Magee dość powszechnie uznano w Irlandii za bojaźliwą. W marcu 2009 r. Benedykt XVI wyznaczył dla diecezji apostolskiego administratora, ale Magee utrzymał tytuł biskupa Cloyne; ze stanowiska zrezygnował dobrowolnie dopiero rok później. Po publikacji raportów Ryana i Murphy w maju 2009 r. niezbędny stał się jednak bardziej zdecydowany gest. Już w czerwcu papież przeprowadził z dwoma irlandzkimi prymasami, kard. Seánem Bradym z Armagh oraz arcybiskupem Dublina Diarmuidem Martinem, wstępne rozmowy o ustaleniach Raportu Ryana, a w styczniu 2010 r. oficjalnie wezwał biskupów Irlandii do Rzymu. Celem spotkania, które odbyło się w lutym, miało być omówienie coraz bardziej kłopotliwego położenia Kościoła katolickiego w Irlandii. Rozmowy skoncentrowały się…

Zyskaj nielimitowany dostęp do wszystkich artykułów, e-wydań i archiwum

  • Pełny dostęp do wszystkich artykułów
  • Każdy nowy numer od razu w e-wydaniu
  • Archiwum numerów zawsze pod ręką

Artykuł pojawił się w numerze: Polak katolik – tożsamość do wzięcia