Subskrybuj
Publicystka, wieloletnia redaktorka „Tygodnika Powszechnego”, w którym pełniła m.in. funkcje sekretarza redakcji i zastępcy redaktora naczelnego, członkini zespołu miesięcznika „Znak”. W latach 1989–1993 – posłanka na Sejm z ramienia Solidarności, a potem Unii Demokratycznej. Ostatnio opublikowała...

Coraz bliżej albo coraz mniej

I tak podzielimy się w sposób, jaki zaczynamy oglądać dzisiaj coraz częściej, za każdym razem stwierdzając, że pęknięcie między nami sięga jak szczelina na Orlej Perci w Tatrach coraz głębszych przepaści.

31 SIERPNIA 2016 R.

Rocznica porozumień sierpniowych. Trzydziesta szósta, jakże znamienna.

W Apelu Jasnogórskim co dzień przekazywanym przez oo. paulinów z Kaplicy Cudownego Obrazu ktoś z wiernych powtarza modlitwę przypominającą drugi jubileusz chrztu Polski. Podziękowanie Bogu za Jego „wejście w dzieje naszego narodu” kończy słowami: „Boże wszechmogący, bądź uwielbiony w naszej historii, teraz i na wieki wieków”. Niejeden raz, przysłuchując się, pytałam siebie, czy tej prośbie wolno być jeszcze modlitwą. To już wszak idealistyczna wizja. Bóg jest przecież uwielbiony w swoich dziełach, a więc wyłącznie w dobru. „Uwielbienie w naszej historii” nadaje tej historii rangę samego dobra, i wyłącznie dobra.

Ale właśnie dziś po raz trzydziesty szósty stanęliśmy wobec tego dnia naszej historii, który, to prawda, został nam wręcz podarowany przez Boga. Sierpniowe porozumienia gdańskie zaraz potem ochrzczone imieniem Solidarność powstały przecież cudem dobrej woli wszystkich ich uczestników i taką podarowaną mądrością, na którą odpowiedzieliśmy wtedy najwyższym podziękowaniem i potwierdzeniem. Ale trzydziestosześcioletnie dzieje tego daru coraz mniej wydają się jakimkolwiek uwielbieniem Boga. Ba, stają się tego zaprzeczeniem w coraz bardziej gorzki sposób, który powinien nami gruntownie poruszyć. Bo już tylko my sami tak postępujemy, że dziś wielu z nas zostało odtrąconych pogardliwie poza krąg tego święta, a więc i poza uwielbienie Boga. A ci, którzy odtrącili, chyba nie zdają sobie sprawy, jak twardo zaprzeczają tej co dzień powtarzanej modlitwie apelowej.

 

1 WRZEŚNIA 2016 R.Historia, dzieje to ten nurt rzeki, nad którym zasada „coraz mniej” bez porównania mniej jest logiczna w sensie wiekowym. Nad tym nurtem powinni mieścić się wszyscy, których pamięć w tamtą stronę się zwraca, a im pamiętają dłużej, tym przecież nie mniej (chyba że dotknie ich to jak fizyczna niesprawność). „Coraz mniej” to raczej inny odcinek strumienia, ten, nad którym stają koło nas coraz młodsi. Jan Paweł II, mając na myśli historię, dzieje, wybijał słowo „pamięć” (jak w tytule książki), a więc dziejów rejestr, obcowanie z ich niesłychaną różnorodnością, klucze zbliżeniowe, nieotwierające wszystkiego bezwzględnie, zaskakujące pułapki. Na czym polega zastępowanie pamięci symbolem, w którym niepokojąco pobrzmiewa nawet dysonans? W rocznice, podczas uroczystości zrodzonych przez pamięć historyczną to właśnie ci z samymi symbolami zaczynają odrzucać tych, co jeszcze pamiętają. Tak naprawdę już przestają dotykać pulsu, ujściem dla potrzeby pamięci symbolicznej staje się pozór prawdy, rekonstrukcja. Wierność detalowi materialnemu i w ogóle cielesnemu, wierność rzeczywiście o najwyższym stopniu pietyzmu (strój, broń, gest powtarzany) pozostaje teatrem, a domaga się konsekwencji w rzeczywistości….

Zyskaj nielimitowany dostęp do wszystkich artykułów, e-wydań i archiwum

  • Pełny dostęp do wszystkich artykułów
  • Każdy nowy numer od razu w e-wydaniu
  • Archiwum numerów zawsze pod ręką

Artykuł pojawił się w numerze: Jak postępuje moralność