Subskrybuj
Publicysta katolicki, wieloletni redaktor „Znaku”, były prezes Klubu Chrześcijan i Żydów „Przymierze”.

W cieniu olbrzyma

Dobrym, bardzo dobrym owocom pontyfikatu Jana Pawła II można by poświęcić niejeden wykład. Zapytajmy jednak, czy któryś z owoców nie okazał się czasem zepsuty. Albo taki, jakiego jakość moglibyśmy dziś zakwestionować.

Medytacja na 100. rocznicę urodzin Jana Pawła II

W 1855 r. poeta Zygmunt Krasiński żegnał Adama Mickiewicza słowami pełnymi patosu i głębokiego wzruszenia: „(…) odszedł od nas – na tę wieść pękło mi serce. On był dla ludzi mego pokolenia (…) krwią duchową. My z niego wszyscy”. Pamiętam tę frazę, bo pisałem kiedyś na jej temat tzw. próbną maturę. Po latach wróciła ona do mnie nie tyle jako cytat z odległej przeszłości, ile adekwatny opis rzeczywistości przeżywanej tu i teraz. Oto bowiem 150 lat po śmierci autora Pana Tadeusza, w kwietniu 2005 r., i ja poczułem, że „pęka mi serce”; że następuje we mnie (i nie tylko we mnie, wystarczyło przecież rozejrzeć się wokół) jakiś upływ „krwi duchowej”; że tracę ojca. Kogoś, kto mnie / nas „zrodził”: do wiary i wolności. Do bycia obywatelem Kościoła – i obywatelem wolnej i niepodległej Polski.

W czasie pontyfikatu Jana Pawła II i po jego śmierci w pełni utożsamiałem się ze słowami wieszcza: „My z niego wszyscy”, odnosząc je do papieża Wojtyły. Dzisiaj jednak – o wiele bardziej niż kiedyś – jestem świadom, że w tym moim / naszym myśleniu o „wszystkich” była jakaś uzurpacja. Bo przecież – jak już w 2005 r. pisał na łamach „Gazety Wyborczej” Paweł Bravo, autor głośnego hasła „Nie płakałem(-łam) po papieżu” – „Nad Wisłą jest jednak garstka spokojnych, żyjących na swój sposób godnie i przyzwoicie ludzi, którym papież był i jest obojętny, zarówno jako wzór moralny człowieka, jak i wzór Polaka”.

Dziś, A.D. 2020, owa „garstka” wydaje się liczniejsza niż kiedyś. I rosnąca w siłę. Winę za ten stan rzeczy, jak sądzę, ponoszą również niektórzy zagorzali admiratorzy Jana Pawła II, także ci kościelni, gotowi do stawiania mu coraz to nowych pomników, czasem nawet z ominięciem przepisów prawa. Tak jak w przypadku pomnika na Wawelu.

Cóż, w takich sprawach Kościół instytucjonalny zachowuje się tak, jakby wierzył w potępianą kiedy indziej zasadę, iż cel uświęca środki.

Raczej belfrzy niż świadkowie

Powiedział kiedyś św. Paweł VI, iż „człowiek naszych czasów chętniej słucha świadków aniżeli nauczycieli, a jeśli słucha nauczycieli, to dlatego, że są świadkami”.

Trudno mi w tym kontekście oprzeć się wrażeniu, że my –  reprezentanci swoiście pojmowanego „pokolenia JP2”, czujący się wychowankami zmarłego papieża – nie daliśmy i nie dajemy młodym ludziom przekonującego świadectwa, iż wciąż warto go traktować jak duchowego przewodnika. Nie daliśmy im świadectwa życia – nie tylko osobistego, ale także kościelnego i społecznego, i politycznego – zgodnego z tym, do czego wzywał nas biskup Rzymu. Zachowywaliśmy się wobec nich raczej jak nauczyciele, i to kiepscy: wymagaliśmy znajomości dat i tytułów encyklik oraz udziału w celebracji kolejnych rocznic, żonglowaliśmy papieskimi cytatami i na każdym kroku powtarzaliśmy, iż „Wojtyła wielkim Polakiem był”, z góry odrzucając jakąkolwiek próbę dyskusji z tą tezą, traktowaną przez nas jak dogmat.

Na owoce takiej „katechezy” nie trzeba było długo czekać…

Leży przede mną 41. numer „Kontaktu”, pisma, które sami jego redaktorzy określają mianem „magazynu lewicy katolickiej”. Padają w nim słowa dające nam, przedstawicielom „pokolenia JP2” (tzn. ludziom, dla których ten papież jest ciągle kimś niezwykle istotnym), do myślenia. Pojawiają się zdania i sądy, które część z nas uzna zapewne za obrazoburcze i raniące: Jan Paweł II „był [nam] narzucany. (…) [On] nie jest ważnym punktem odniesienia dla naszego pokolenia. Nie jest naszym głosem (…). Jasne, że nam towarzyszy. Na ulicach. Pomnikach. W homiliach, w których przywołuje się ciągle te same jego słowa, często wyrywane z kontekstu, traktowane instrumentalnie, dostosowywane do aktualnych potrzeb mówiącego. W przemówieniach i rocznicach. Nic z tego nie jest jednak żywe. Nic z tego nie pociąga. Nie może być wszak żywe coś, co jest zasklepione, zabetonowane, wyryte w kamieniu. A taka jest pamięć o papieżu-Polaku. Choć wszechobecna, to w istocie martwa, bo rytualna” (I. Dudkiewicz, Pokolenie JP2 to nie my).

Czytam ten tekst i przecieram oczy ze zdumienia. Czyżby tyle tylko zostało po Janie Pawle II 15 lat po jego śmierci: spiżowy pomnik, ampułka z krwią, zalegające na półkach bibliotecznych – często nawet nierozcięte – opasłe tomy Dzieł zebranych i zaślepione okno w krakowskiej kurii? I może jeszcze apel episkopatu, ażeby papież Bergoglio ogłosił papieża Wojtyłę doktorem Kościoła i patronem Europy. Bo to „mu się po prostu należy”. Bo trzeba przecież udowodnić światu, że mieliśmy do czynienia z największym świętym w dziejach chrześcijaństwa. Z czwartym papieżem w historii Kościoła, któremu odtąd już zawsze powinien przysługiwać tytuł: „wielki”.

Doprawdy, „nic z tego nie jest żywe; nic z tego nie pociąga. Nie może być wszak żywe coś, co jest zasklepione, zabetonowane, wyryte w kamieniu”. A przecież – i było to tak niedawno! – kiedy słuchaliśmy Jana Pawła II, „pałały nasze serca”. On nas budził i za sobą porywał. I wydawało się nam, że oto stoi przed nami „nowy Mojżesz” albo „Eliasz (…) lub jeden z proroków”.

Pytał niegdyś papież Paweł VI o przyczyny powszechnego „obezwładnienia Ewangelii”, tzn. takiego jej głoszenia, że traci ona swą moc, staje się niema, bezpłodna i, w konsekwencji, martwa. Zachowując wszelkie proporcje, trzeba chyba powiedzieć, że taki sam albo podobny proces dotyka dziś dziedzictwa św. Jana Pawła II.

Głęboko nad tym ubolewam. Bo przy całym krytycyzmie wobec swoistej papolatrii, od dawna uprawianej przez polski Kościół (zwłaszcza hierarchiczny, nauczający), nie ulega dla mnie wątpliwości, że w latach 1978–2005 urząd pontifeksa sprawował ktoś naprawdę wielki. Znam przecież jego – rzeczywiście dobroczynny! – wkład w historię świata, Europy i Polski; dostrzegam ślady odciśnięte przezeń na tak wielu aspektach życia tej instytucji i wspólnoty, jaką jest Kościół. Pamiętam niezwykłe gesty (choćby modlitwę w Asyżu czy jubileuszowy rachunek sumienia), które – ufam, że już na zawsze – odmieniły oblicze Kościoła. Jestem również przekonany o osobistej świętości Karola Wojtyły. Wciąż myślę o nim jak o ojcu, to znaczy: kimś bardzo bliskim, kto obdarzył mnie swym bezcennym dziedzictwem. I powtarzam słowa napisane niegdyś o nim (i w pewnym sensie do niego) przez Czesława Miłosza, bo nadal uważam je za prawdziwe i oddające mój obecny stan ducha: „Twój portret w naszym domu co dzień nam przypomni, / Co może jeden człowiek, i jak działa świętość”.

Patrzę zatem na jego twarz i zaczynam na nowo dostrzegać promień nadziei. A szeptane od czasu do czasu słowa poety brzmią jak modlitwa: „Jesteś z nami, i odtąd zawsze będziesz z nami. / Kiedy odezwą się moce chaosu, / A posiadacze prawdy zamkną się w kościołach (…)” (Oda na osiemdziesiąte urodziny Jana Pawła II).

 

Jan Paweł WielkiTo wszystko nie znaczy jednak, że bezkrytycznie popieram pomysły, by polskiemu papieżowi nadawać coraz to nowsze tytuły i godności. Jan Paweł II Wielki? Może tak, wolałbym jednak, żeby zadecydowano o tym nieco później – i bez żadnych płynących z góry nacisków. Skoro bowiem, jak mówi Psalmista, „prawda z ziemi [czyli oddolnie!] wyrośnie”, to i na dojrzewanie – i co za tym idzie: ogłoszenie – „prawdy” o wielkości „naszego” Ojca Świętego możemy chyba trochę poczekać. Niechaj decyzja w tej sprawie należy do potomnych (i do tzw. Historii). Doktor Kościoła? Dobrze, ale na pewno nie przed św. Franciszkiem, kard. Newmanem i Edytą Stein! Patron Europy? Ten akurat pomysł wydaje mi się sprzeczny z intencjami samego Jana Pawła, który obok trzech patronów (mężczyzn) Starego Kontynentu wskazał również trzy jego patronki (kobiety), wyraźnie chyba dając do zrozumienia, że ta równowaga damsko-męska jest czymś niezwykle istotnym. Czasami podejrzewam, że następną inicjatywą, z jaką wystąpi polski Kościół, będzie prośba o wpisanie imienia tego papieża do kanonu mszy św., tak jak stało się to niedawno ze św….

Zyskaj nielimitowany dostęp do wszystkich artykułów, e-wydań i archiwum

  • Pełny dostęp do wszystkich artykułów
  • Każdy nowy numer od razu w e-wydaniu
  • Archiwum numerów zawsze pod ręką

Artykuł pojawił się w numerze: Ostatni tacy papieże