Wyznaczenie granicy między teraźniejszością a przeszłością, między świadomością a pamięcią jest praktycznie niemożliwe. „Wszelkie doznania są już wspomnieniami” – pisał Henri Bergson w Materii i pamięci. Pamięć z pewnością nie jest pudełkiem, do którego odkładamy wspomnienia-zdjęcia. Nie służy do przechowywania przeszłości, lecz raczej – paradoksalnie – do jej ukrywania. Wraz z narodzinami nowożytnej psychologii zdaliśmy sobie sprawę, że to, czego nie pamiętamy, może nieraz silniej wpływać na nasze życie aniżeli to, co świadomie wydobywamy z naszej pamięci. Co więcej, my sami (na różnych etapach życia) możemy w inny sposób pamiętać to samo zdarzenie.
Wiek XX był nie tylko okresem, w którym obiektywne wyobrażenia czasu uległy problematyzacji. To właśnie wtedy, pod wpływem doświadczeń kolejnych totalitaryzmów, pamiętanie stało się również zagadnieniem moralnym. Obowiązek pamiętania to postulat etyczny, a zarazem podstawa współczesnej polityki pamięci czy polityki historycznej.
Pamiętanie ma chronić nas przed powtórką znanych z przeszłości potworności. Jednak, czy szlachetne zapewne intencje świadków XX-wiecznych ludobójstw nie przyczyniły się do nowego rodzaju konfliktów – tym razem pamięci? Fryderyk Nietzsche jak mało który z nowoczesnych filozofów krytykował pamięć i zwracał uwagę na pozytywną dla życia siłę zapominania.
Dlaczego piszę o czasie i pamięci? Staramy się, aby każde kolejne wydanie miesięcznika było rozpisaną na poszczególne działy i tematy opowieścią. Za każdym razem spinają ją inne motywy. W tym miesiącu na łamach miesięcznika odnajduję właśnie opowieść o pamięci. Jeśliby ulec pokusie chronologii…