Obydwie kwestie pokazują, że polscy hierarchowie pozbawieni są kontaktu ze społeczeństwem i wyczucia dla społecznych nastrojów – również postaw katoliczek i katolików. Pogłębiającej się alienacji hierarchów towarzyszy także brak odwagi cywilnej, aby zmierzyć się z trudną rzeczywistością. Strategia uników wobec pojawiających się zarzutów prowadzi do utraty resztek autorytetu społecznego. Biskupi nie mogą wystąpić dziś w roli tych, którzy pomagają przywrócić pokój społeczny, co niejednokrotnie czynił Kościół katolicki w historii Rzeczypospolitej – nie są bowiem zdolni wyjść poza perspektywę obrony własnych układów i władzy.
Lista polskich biskupów, na których ciążą podejrzenia bądź zarzuty chronienia sprawców, jest coraz dłuższa. Ostatnio opinią publiczną wstrząsnęły decyzje, jakie zapadły w Watykanie ws. kard. Gulbinowicza, legendarnej postaci Solidarności. Niedługo później na stronach Stolicy Apostolskiej ukazał się raport ws. Theodore’a McCarricka, byłego metropolity Waszyngtonu, wpływowego duchownego, który uznany w 2019 r. przez Kongregację Nauki Wiary za winnego molestowania nieletnich i dorosłych, został wydalony ze stanu kapłańskiego. Raport postawił ważne pytania dotyczące roli kard. Dziwisza w promocji sprawców przestępstw seksualnych na najwyższe szczeble hierarchii kościelnej.
Nie liczę na to, że polski Kościół zdobędzie się na powołanie prawdziwie niezależnej komisji, która mogłaby wyjaśnić zarzuty ciążące na kard. Dziwiszu, choć to mogłoby być ostatnią deską ratunku, pozwalającą przynajmniej wyjść z twarzą z tej kompromitującej episkopat sytuacji. Dlatego najlepszym rozwiązaniem byłoby powołanie takiej komisji przez papieża Franciszka oraz wsparcie jej prac przez dziennikarzy prowadzących międzynarodowe…