Dzień gniewu Kościół w Polsce ma z wolnością ogromny problem. On się jej boi. Często działa tak, jakby wolał człowieka przymusić do trwania na drodze ku dobru, aniżeli dać mu wolny wybór.
Pisał kiedyś Karol Wojtyła w Bracie naszego Bogao gniewie społecznym: że „musi wybuchnąć. Zwłaszcza jak jest wielki. I potrwa, bo jest słuszny”. Słowa te w dramacie Wojtyły wypowiada Brat Albert, dodając, że on sam „wybrał większą wolność”. Czy Kościół w Polsce – w najlepszym wypadku dystansując się od gniewu tylu ludzi (w większości ochrzczonych i katechizowanych) – może dziś o sobie powiedzieć, że „wybrał większą wolność”? Zacznijmy od tego, że – przynajmniej w mojej ocenie – Kościół (piszę tu o Kościele w Polsce, bo tylko ten znam dobrze) ma z wolnością ogromny problem. On się jej boi. Często działa tak, jakby wolał człowieka przymusić do trwania na drodze ku dobru, aniżeli dać mu wolny wybór. Wyrazu takiej „strategii duszpasterskiej” można upatrywać chociażby w wymogu okazywania poświadczonych przez księdza kartek do spowiedzi: przed bierzmowaniem, ślubem, chrztem dziecka… Kolejnym przejawem braku zaufania (a pewnie i realizmu w postrzeganiu mizernych efektów nienadążającej za zmianami kulturowymi katechezy) jest – w gruncie rzeczy upragniona przez wielu biskupów i księży – możliwość kształtowania prawa, tak by stanowiło ono pełne odbicie Dekalogu. ###banner### Dziś niektórzy hierarchowie zdają się tych swoich pragnień wypierać. „To nie Kościół stanowi prawa w naszej ojczyźnie” – mówi np. abp Stanisław Gądecki, zapominając dodać o naciskach podejmowanych (w celu zmiany prawa właśnie) przez ludzi Kościoła. Oto leży przede mną komunikat KEP z 7 czerwca 2017, z którego wynika, że biskupi „popierają zbieranie podpisów” pod obywatelską inicjatywą „#ZatrzymajAborcję”. Kilka miesięcy później Prezydium KEP publikuje kolejny dokument na ten temat: „(…) raz jeszcze zachęcamy…