Spontaniczność marzeń, wyobraźni, poczucie magii i umiejętność cieszenia się są wtedy znacznie intensywniejsze niż w życiu dorosłym. Wspomnienia pierwszych świąt przypominają mi ten beztroski okres w życiu, gdy czas rozciąga się wokół trwającej chwili, wokół „tu i teraz”, które nie są zbytnio obciążane troską o przeszłość i przyszłość.
Beztroska dzieciństwa różni się od tego, co jako dorośli ludzie uznajemy za beztroskę, ponieważ kraina dzieciństwa wolna jest od nadmiernego poczucia obowiązku, zapobiegliwości i lęku, które stają się częścią życia, gdy stopniowo odkrywamy jego kruchość, nieprzewidywalność i niepewność, a także nasze zobowiązania wobec innych.
Obciążeni tą wiedzą, tracimy stopniowo spontaniczną radość życia i umiejętność zanurzania się w teraźniejszości. I zaczynamy szukać sposobów powrotu do tych doświadczeń, radosnego przeżywania codzienności. Rytuały są w gruncie rzeczy małymi wprawkami w praktykowaniu uważności. A uważność jest niczym innym jak umiejętnością bycia „tu i teraz”, zatrzymania się na szczególe, skupienia się na tym, co się dzieje, bez wychylania się w przyszłość, bez obciążania się wiedzą pochodzącą z przeszłych doświadczeń.
Ogromnie zainspirowała mnie myśl Iris Murdoch, o której piszemy w Ludziach–Książkach–Zdarzeniach, że etyka jest kwestią uważności, nie zaś woli.
A…