Zima to okres, kiedy jej bohaterowie, czyli Muminki, napełniwszy brzuszki igliwiem, zgodnie z tradycją zapadają w sen. Jednak pewnego razu właśnie w tym czasie Muminek obudził się i nie potrafił już ponownie zasnąć. W Zimie Muminków autorka snuje opowieść o tym, co się przydarzyło, gdy musiał zmierzyć się z nieznanym mu dotąd, pozbawionym zwyczajowych dźwięków gwarnego domu światem.
Muminek nie doświadczył ciszy idealnej. Przecież nawet jeśli jedynie wyszedłby do zimowej doliny, usłyszałby szum wydychanej pary, chrupanie śniegu, lekki szelest tańczących śnieżynek. Jego zimową przygodę wypełniały jeszcze inne dźwięki: śpiew Too-tiki, śmiech Małej Mi, dmuchanie w trąbę przez Paszczaka podczas zjazdu na nartach, szuranie meblami przez przodka. Dla Muminka ten nietypowy pejzaż akustyczny był jednak swego rodzaju ciszą, która początkowo budziła w nim niepokój, złość i dyskomfort. Ostatecznie konfrontacja z tym, co niewygodne, przyniosła mu ulgę. „Teraz mam wszystko – powiedział Muminek sam sobie. – Mam okrągły rok. Również i zimę”.
Zima Muminkówpięknie opowiada o odnajdywaniu ciszy, budowaniu łączności ze sobą, także wtedy, gdy dzieją się rzeczy trudne. Lubię do niej wracać, działa na mnie kojąco, niczym plasterek na intensywność świata. Jednak choć umiejętność wewnętrznego wyciszenia jest niezwykle istotna, nie wpływa ona na zmniejszenie zanieczyszczenia hałasem w otaczającej nas przestrzeni. A to, niestety, bardzo duży problem systemowy, druga środowiskowa – obok smogu – przyczyna naszego złego…