Przyglądają się w nim specyfice zbiorowych eskapad do Tajlandii, Indii czy Etiopii. Zaliczaniu atrakcji i robieniu zdjęć z „tubylcami” w hotelu bądź w lokalnej wiosce. Przysłuchują się też rozmowom, które toczą między sobą uczestnicy wycieczki… Komentarze z offu wygłaszane przez samych turystów, choć niekiedy autentycznie zabawne, ostatecznie prowadzą do ich autodemaskacji. Pokazują bezbrzeżną ignorancję, a zarazem niczym niepoparte samozadowolenie, brak podstawowej wiedzy o odwiedzanym kraju i poczucie kolonialnej wyższości. Przemysł turystyczny, choć wabi obietnicą spotkania z innością, zdaje się prowadzić głównie do wzmocnienia stereotypów. Co zatem robić? Jeździć czy nie jeździć? Ruszać na dalekie wojaże czy trzymać się lokalności? Niełatwo się uwolnić od poczucia, że lwia część turystyki polega na tym, że najpierw oglądamy zdjęcia danego zakątka w internecie, a następnie utwierdzamy się na miejscu, że rzeczywiście tak to właśnie wygląda. Znajomy dziennikarz – ze skłonnością do drobnych towarzyskich prowokacji – mówił mi kiedyś, że gdy jedzie w jakieś atrakcyjne miejsce, ściąga sobie jego najlepsze zdjęcia z sieci. I potem, będąc już u celu, rozsyła te wybrane fotki znajomym. „Sam nie zrobiłbym…
Redaktor miesięcznika "Znak", absolwent MISH UJ. Dr filozofii na podstawie pracy obronionej na Wydziale Filozoficznym UJ pt. "Bóg umarł. Dzieje i analiza pewnego filozoficznego wyroku śmierci"