W polskiej opinii publicznej nadal funkcjonuje wiele uprzedzeń i trudnych do wykorzenienia przesądów dotyczących Afryki i jej mieszkańców. Dlatego tak ważne jest, aby kwestią wpływania na nasze postawy wobec tego fascynującego kontynentu zajmowali się nie tylko sami afrykaniści. Często znacznie skuteczniejsze jest budowanie obiektywnego obrazu Afryki przez osoby, które poznały go bezpośrednio i pozostawały w kontaktach z żyjącymi tam zwykłymi ludźmi. Mam tu na myśli rzetelne, obiektywne dziennikarstwo, takie, które nie szuka jedynie sensacji i nie epatuje mrożącym krew w żyłach okrucieństwem, ale próbuje zrozumieć kulturę, ludzi i ich problemy. Wielce pożyteczne dla idei przedstawiania obiektywnego obrazu Afryki są również inicjatywy kilku polskich wydawnictw wprowadzających na rynek czytelniczy współczesną literaturę afrykańską. Zaowocować to może poznawaniem – dzięki autentycznemu przekazowi odległej rzeczywistości – specyfiki kultury i mentalności ludzi, których coraz częściej spotykamy wokół siebie.
Ciągle fascynują nas egzotyczne kraje, które choć odległe, przeobrażają się w coraz nam bliższe nie tylko dzięki temu, że je poznajemy, lecz również dlatego, że sami Afrykanie stają się „uczestnikami naszego świata”. Dzieje się tak za sprawą globalizacji – chociaż najczęściej słyszymy o jej ekonomicznym wymiarze, to istotniejszy okazuje się jej aspekt kulturowy modyfikujący kontakty międzyludzkie. Są one coraz częstsze, a stymulują je fale migracji przemieszczające nie tylko jednostki, ale i całe grupy społeczne. Skutki tych migracji odciskają piętno nie tylko na migrantach, ale i na środowiskach ich przyjmujących.
Spotkanie z Innym i postrzeganie w nim Człowieka czyni nas samych lepszymi – i moim celem nie jest tu moralizatorstwo czy przestrzeganie poprawności politycznej. Chodzi o chwilę refleksji nad granicami ekspansji naszej własnej osoby, naszego „ja” w świecie, który przecież jest jeden dla wszystkich. Szanując Innych, wzbogacamy siebie samych. Przysłowie ludu Akan z Ghany mówi: „Palce jednej ręki nie są tej samej długości”. Objaśniając jego sens Kwame Gyekye, filozof ghaneński, powiedział: „Naturalną cechą człowieczeństwa jest różnorodność. Lecz ten fakt nie powinien być podstawą do nierówności”[1].
Tymczasem obraz Afryki i jej mieszkańców jest powszechnie postrzegany przez pryzmat niedorozwoju cywilizacyjnego, ubóstwa ekonomicznego, głodu, wojen, konfliktów etnicznych, chorób i klęsk naturalnych. Afryka to jednak przede wszystkim różnorodność unikalnych kultur, wspaniała przyroda i wyrażająca wszystko, co ważne w ludzkim życiu sztuka. To niepowtarzalny koloryt stroju, spontaniczna, towarzysząca każdemu wydarzeniu muzyka.
Afryka od zawsze przyciągała uwagę rozmaitych badaczy. Dzisiaj naukowcy poszukują w niej przede wszystkim informacji o początkach ludzkości, ale Afryka współczesna jest nieograniczonym polem badawczym dla specjalistów z niemal całego obszaru humanistyki: od archeologii poprzez antropologię kulturową, etnologię, filozofię, geografię, historię, językoznawstwo, religioznawstwo, prawo, socjologię – żeby wymienić tylko ich część. Afrykanie mówią niemal dwoma tysiącami języków. W obrębie współczesnych afrykańskich państw współwystępują różnorodne organizmy społeczne, wynikające z więzów pokrewieństwa i innych form zrzeszania się. Historia procesów państwowotwórczych sięga w Afryce V w. p.n.e., ale jest trudna do badania ze względu na skąpość źródeł pisanych i tradycję ustną jako główne źródło wiedzy o przeszłości. Bogactwo form religijnych obejmuje nie tylko rodzime religie Afryki Czarnej, ale wiąże się z wpływami wielkich religii uniwersalistycznych: islamu i chrześcijaństwa, a także ich lokalnych odmian: czarnego islamu i afrochrześcijaństwa.
Największy wpływ na przemiany w Afryce wywarło ustanowienie rządów kolonialnych jako formy politycznej dominacji państw europejskich. W sposób gwałtowny zmieniały się realia życia w Afryce. Już w początkach okresu kolonialnego pojawiła się gospodarka nowego typu, gospodarka plantacyjna, co wiązało się z uczynieniem ziemi przedmiotem handlu (rzecz to w tradycyjnych kulturach niedopuszczalna, gdyż ziemia jest własnością przodków i nie można jej sprzedać ani kupić). Wprowadzenie pieniądza europejskiego, konieczne z powodu narzucenia ludności podatków, spowodowało, że pieniądz stał się głównym miernikiem wartości i głównym środkiem wymiany. Pojawiły się także nowe, nieznane w tradycyjnych kulturach zawody. Status jednostki zaczęła wyznaczać przede wszystkim europejska edukacja. Konsekwencjami tych zmian była – i jest nadal – coraz bardziej znacząca obecność elementów obcych kultur. Zmiany dotyczą również sposobu i zasięgu komunikowania się między członkami społeczeństw: od tradycyjnej bezpośredniości kontaktów między ludźmi do formy nowej – pośredniości przekazu za pomocą słowa pisanego, mediów i Internetu.
Jestem spokrewniony, więc jestem
Napisanych słów można się w Afryce wyprzeć, ale wszystko, co się powie, ma konsekwencje. Bo trwa w czyjejś pamięci. Długo przed kolonizacją opowiadaliśmy i spisywaliśmy historie własnymi słowami[2].
W tym zdaniu zawarta jest prawda o wadze i wartości tradycji w życiu Afrykanina. Przekaz ustny posiadał walor wiarygodności: papier można zniszczyć, ale słowo wypowiedziane zostaje. Cała mądrość i wiedza skumulowana w ludzkiej pamięci przekazywana była następnym pokoleniom przez starszyznę i opowiadaczy historii.
Afryka nie była i nie jest monolitem kulturowym. Istnieją jednak pewne cechy wspólne, które odzwierciedlają afrykańską specyfikę. Parafrazując znaną sentencję Kartezjusza „cogito ergo sum”, możemy powiedzieć, że przeświadczenie Afrykanów o naturze egzystencji wypływa z innego przekonania:„cognatus ergo sum” – „jestem spokrewniony, więc jestem”. Z tego względu rodzina afrykańska zasługuje na szczególną uwagę.
Tradycyjna rodzina afrykańska to rodzina wielopokoleniowa, kultywująca rodowe obyczaje, w której wierzenia religijne nadawały sens życiu i integrowały jednostkę z szerszą społecznością. To, co było dla niej najbardziej charakterystyczne, uwidaczniało się w szacunku dla starszyzny i rodziców, którzy byli gwarantami ciągłości tradycji, skarbnicą rodowej, plemiennej oraz etnicznej historii; w przestrzeganiu nakazów kodeksu moralnego; w wadze przypisywanej macierzyństwu, które zapewniało ciągłość pokoleniową; w trosce o posiadanie potomstwa będącego symbolem ciągłości rodu, a zarazem gwarancją dobrobytu rodziny.
Ta historycznie pierwsza więź społeczna, więź krwi, była podstawą wszelkich podziałów społecznych przebiegających na płaszczyźnie: „my” – „oni”. Więzi krwi odgrywały również szczególną rolę w segmentarnych systemach politycznych – były ich budulcem. W przypadku organizacji politycznej, jaką było państwo plemienne, zbudowane na bazie jednej grupy etnicznej, system władzy politycznej również do pewnego stopnia opierał się na tych więzach. Widoczne jest to m.in. w genealogii władców monarchii afrykańskich (np. u Aszantów – ludu ze środkowej Ghany). Inną ważną zasadą organizującą społeczeństwo było funkcjonowanie klas wieku. Wejście do klasy wieku było związane z rite de passage,czyli rytuałami przejścia. Najważniejszym z nich była inicjacja, będąca „pasowaniem na dorosłego” członka społeczności, która zawsze wiązała się z okaleczeniem ciała – obrzezaniem. Inicjacja dotyczyła także dziewcząt, ale klasy wieku były zawsze męskie. Wiele z tych obyczajów nadal jest praktykowanych. U tradycyjnych afrykańskich ludów, niezależnie od tego czy były rolnicze (np. zachodnioafrykański lud Konkomba), pasterskie (Masajowie z Afryki Wschodniej), czy trudniły się przede wszystkim myślistwem (Pigmeje Baka z Afryki Środkowej), czy ich struktura społeczna była prosta – segmentarna (jak u Kikuju z Kenii) lub hierarchiczna (w królestwie Aszantów), instytucja rodziny była najważniejsza. Obowiązywała w niej patrylinearna zasada pokrewieństwa (dziecko należało do rodu ojca i było jego własnością – jak u Bagandów) lub matrylinearna (dziecko należało do rodu matki i było jej własnością – jak w przypadku Aszantów). Małżonkowie zamieszkiwali po ślubie w domostwie męża lub rzadziej matki. Rodzina afrykańska była zawsze poligyniczna – wielożeństwo było normą. Zasada egzogamii była rygorystycznie przestrzegana w przypadku rodów, choć nie zawsze klanów, to znaczy, że małżeństwa były kojarzone pomiędzy rodami. Rola kobiety była ściśle określona normami, a zachowania poza nie wykraczające były w zasadzie niemożliwe. Normy kulturowe sytuowały kobiety niezamężne w pozycji zależności wobec mężczyzny: dziewczęta i niezamężne kobiety nie posiadały żadnego statusu społecznego, były „wtopione” w rodzinę ojca, będąc jego własnością i jego potencjałem ekonomicznym. Od liczby kobiet–żon i ich potomstwa zależał również status ekonomiczny mężczyzny. Poligyniczna i patrylinearna rodzina, zamieszkująca domostwo zgodnie z zasadą patrylokalną (w domostwie męża) dawała mężczyźnie wszystkie atuty zwierzchności nad kobietą. W zasadzie po zawarciu małżeństwa zrywała ona więzi z własną rodziną. Proces integracji z rodziną męża całkowicie uzależniał żonę od męża. Musiała przede wszystkim rodzić i wychowywać dzieci, pracować w domostwie i na polu, nosić wodę i drewno na opał, pomagać w budowie domów lub zagród dla bydła itp. Żona miała władzę nad młodszymi kobietami i dziećmi, a w przypadku hierarchicznych struktur społecznych (np. Bagandów) również nad poddanymi męża. Kobieta partycypowała niekiedy także w jego statusie. Niezależnie od stanowiska męża, status żony wiązał się z szacunkiem należnym kobiecie–matce, odpowiedzialnej za wychowanie dzieci i strażniczce ogniska domowego. Mentalność kobiety była kształtowana przez normy obyczajowe, które kształtowały ją tak, iż nie buntowała się przeciwko sytuacji podległości. Elementarna rodzina, rozbudowana gałęziami pokrewieństwa, tworzyła rody. Klan będący zwieńczeniem wielu rodów był zarazem nośnikiem wspólnej tradycji, wspólnego tabu i wierzeń religijnych. Zmiany, które dotknęły rodziny, zaczęły dokonywać się stopniowo, w dużej mierze za sprawą kontaktów kulturowych ze światem zachodnim i napływających nowych wzorów. Religia, „serce kultury”, odgrywała zasadniczą rolę w utrzymywaniu spójności tradycyjnego świata. Nadawała sens życiu i integrowała wszystkich jego uczestników; objaśniała cele działań wspólnotowych i tłumaczyła ich sens. Jej politeistyczny charakter sprawiał, że każdy lud, każda grupa etniczna miała swoich bogów i swoje bóstwa oraz swoje wyobrażenie Istoty Najwyższej (np. Katonda u Bagandów, Ngai u Masajów, Njame u Aszantów, Olorun u Jorubów). Istota Najwyższa nie była przedstawiana figuratywnie, rzadko posiadała sanktuaria i rozbudowany kult. Raczej nazywana była ojcem, pasterzem, matką, garncarzem – wynika to z jej relacji do rzeczywistości. To, co przede wszystkim wyróżnia afrykańską kosmologię na tle kultury europejskiej, to świat bez podziału na ducha i materię. Dlatego też w hierarchii bytów, prócz Istoty Najwyższej, bogów, duchów zmarłych przodków znajdują się również ludzie, rośliny i zwierzęta. Nie ma jednej religii afrykańskiej, bogowie są liczni i nie są uniwersalni, a poglądy na ich naturę, jak i naturę Istoty Najwyższej, różnią się bardzo u poszczególnych ludów Afryki Czarnej. Przy czym teistyczny charakter wierzeń jest mniej istotny, niż oddawanie czci licznym bogom, bóstwom mającym bezpośredni wpływ na życie ludzkie. Bóg – kreator – na ogół nie interesuje się sprawami ziemskimi. W centrum pozostaje człowiek. Ze społecznego i jednostkowego punktu widzenia najważniejsza jest więź z przodkami. Afrykanie mają swoich „żywych zmarłych”, gdyż dla większości ludów afrykańskich śmierć nie jest unicestwieniem życia. Zmarły przebywa fizycznie wśród żywych w formie duchowej…