Subskrybuj
Dr nauk politycznych, amerykanista pracownik Uniwersytetu Ekonomicznego w Krakowie. W badaniach koncentruje się na współczesnej myśli liberalnej oraz politycznej roli religii. Autor monografii Teista w demoliberalnym świecie. Rzecz o amerykańskich rozważaniach wokół rozumnej polityki (Kraków...

W odpowiedzi na polemikę

Celem mojego artykułu Wybór czy nakaz? było wskazanie na wyzwania, z którym mierzy się każda współczesna demokracja liberalna, próbująca ustanowić standard zachowań w społeczeństwie niejednorodnym światopoglądowo.

Niemal każdy akapit polemiki Henryka Woźniakowskiego z 717. „Znaku” zachęca do komentarza, zwłaszcza że jej autor często przedstawia moje stanowisko jako fałszywe, błędne lub wynikające ze zwykłego niezrozumienia istoty liberalnej demokracji lub fenomenu wolności religijnej. Z uwagi na ograniczone miejsce nie podejmuję się odpowiedzi na wszystkie uwagi wystosowane do stawianych przeze mnie tez, odsyłając zainteresowanych – w tym również autora tekstu polemicznego – do mojej ostatniej książki pt. Teista w demoliberalnym świecie, w której szczegółowo przedstawiam istotę sporu dotyczącego obecności teistów w procesie stanowienia powszechnie obowiązującego prawa w liberalnej demokracji. Wierzę, że lektura pozwoli czytelnikom potwierdzić nie to, że błądzę w swych refleksjach nad polityką, lecz – przeciwnie – że dostrzegam nieoczywistość powszechnie formułowanych twierdzeń o jej istocie w zachodnim świecie oraz wagę trudności takiego ustalenia spraw publicznych, by możliwie wiernie oddać następujący ideał liberalny: „Traktuj z równym szacunkiem wszystkich, z uwagi na to, że każdy winien się cieszyć równą wolnością, która nie zagraża wolności innych”.

***

Henryk Woźniakowski zarzuca mi, że dzielę osoby wierzące na „lekkoduchów wybierających sobie religię i jej treści à la carte oraz fundamentalistów religijnych”, przez co pozostawiam poza nawiasem większość osób wierzących. Twierdzenie to nie oddaje jednak precyzyjnie mojego stanowiska. Przypomnę, że dychotomia, stanowiąca oś mojego tekstu, odróżnia osoby, dla których przekonania religijne są swoistą zmienną osobniczą, a jej zawartość i udział w samoidentyfikacji jest przedmiotem ich decyzji, od osób, które spoglądają na swoje przekonania jako na siłę predefiniującą ich tożsamość. Tych pierwszych charakteryzuje „posesywne” spojrzenie na swe przekonania, ci drudzy akceptują „konstytutywny” charakter swej wiary. Dla pierwszych wolność religijna to w pierwszym rzędzie wolność do zachowania autonomii w ustalaniu swych przekonań. Dla drugich o istocie wolności religijnej decyduje zdolność do życia w zgodzie ze swymi przekonaniami, z nakazami sumienia. Pytanie o źródło tych przekonań i rolę wierzącego w ustalaniu ich treści towarzyszy naszej cywilizacji od niepamiętnych czasów, będąc źródłem namysłu filozofów i teologów. To ono stoi za dylematami Antygony. To ono zdecydowało o losie Tomasza Morusa czy Michała Serveta, o drodze życiowej Marcina Lutra i rzeszy innych nonkonformistów. Towarzyszy bowiem każdej osobie, która decyduje się stanąć w opozycji do politycznego establishmentu w obronie „swoich” przekonań, jako że niezdolna jest do ustępstw w imię zachowania jedności z tymi, którzy wyznaczają standard społecznych zachowań. Uważam, że współczesna myśl liberalna oraz praktyka liberalnego konstytucjonalizmu bazują na „posesywnym” obrazie religijnej tożsamości obywateli tworzących liberalną wspólnotę polityczną, co wpływa na nasze rozumienie wolności religijnej. Jednocześnie śmiem twierdzić, że utożsamianie „konstytutywnie zorientowanych” z fundamentalizmem religijnym – jak czyni to Henryk Woźniakowski – jest nadużyciem, jeśli nie definiuje się precyzyjnie, czym ów fundamentalizm miałby być, i pozostawia się odbiorcę z jego pierwszymi skojarzeniami, kształtowanymi przez media masowe. „Konstytutywny” charakter bezwolnie akceptowanych przekonań religijnych był niegdyś źródłem mocnego argumentu przywoływanego przez liberałów na rzecz wolności religijnej. Oto dwa krótkie przykłady w obronie wolności życia zgodnie ze swymi przekonaniami. John Locke ostrzegał: „Absurdem jest czynić prawem to, czego człowiek i tak uczynić nie zdoła. Wszak wiara, że to lub tamto jest prawdą, nie zależy od naszej woli”(1). Z kolei Thomas Jefferson otwarł swój Projekt statutu wolności religijnych Wirginii następującymi słowami: „W pełni świadomi tego, iż wiara i przekonania ludzi nie zależą od ich własnej woli, lecz mimowolnie kierują się świadectwem dostępnym umysłowi…” (2). Liberałowie naszych czasów spoglądają na tę kwestię inaczej, potwierdzając autonomię wyznawcy w ustalaniu treści swych przekonań.

***

Henryk Woźniakowski sugeruje, że opozycja „moja religia” / „własna religia” jest fałszującym rzeczywistość uproszczeniem i że możliwe są jakieś rozwiązanie pośrednie. Problem w tym, że ich nie nazywa i nie przedstawia nam żadnej skali, na której moglibyśmy samych siebie umiejscowić. Co więcej, uznaje, że stanowisko „moja religia” spycha nas w odmęty fundamentalizmu, bowiem wymaga bezkrytycznej akceptacji prawd wiary i praktyk z nimi związanych. Jednakże występowanie w obronie życia zgodnie z podstawami swej wiary, w których ustaleniu się nie uczestniczyło, lecz które się uznaje za prawdziwe, zwykle nie jest dowodem na fundamentalizm wyznawcy, ale na obronę przysługującej mu wolności praktyk religijnych.

Aby skutecznie rzecz zobrazować, warto przywołać spór wokół uboju rytualnego w Polsce. Kierując się potrzebą ochrony interesu publicznego – jako że jest to, jak podkreśla art. 31 konstytucji, wyłączny motyw ingerencji w prawa podstawowe – polski ustawodawca ingeruje w swobodę praktyk religijnych niezbyt licznej grupy mieszkańców Rzeczypospolitej: wyznawców religii mojżeszowej oraz islamu. Uzasadnienie ustawodawcy było – w powszechnej opinii – neutralne. Wykorzystywane argumenty jawiły się dla wielu jako rzeczowe i zasadniczo bezstronne światopoglądowo, lecz dla tych, w których sposób życia nowe prawo ingeruje, były one ewidentnie stronnicze. Spożycie mięsa niepozyskanego w odpowiedni sposób powoduje, że staję się „nieczysty” w oczach Stwórcy. Czy jest to przejaw fundamentalizmu? Dla osoby wyrosłej w kulturze chrześcijańskiej być może tak, ale dla wyznawców islamu i religii mojżeszowej już nie. Jakiekolwiek ustępstwo z ich strony w tej sprawie jest nie do przyjęcia. Ubój rytualny znajduje się w centrum tożsamości religijnej wielu Żydów i mahometan, którzy nie potrafią spojrzeć na nią z dystansu właściwego dla „politycznej słuszności”. Czy to oznacza, że państwo ma ustąpić przed oczekiwaniami wyznawców wszelkich religii i kultów? Gdzie wyznaczyć granice? Są to pytania, które skłoniły mnie do podjęcia tematu relacji religii i prawa i które pozwalają odnieść się do kluczowego zarzutu Henryka Woźniakowskiego. Zauważa on, że ustawodawca w swym działaniu nie powinien uwzględniać wagi danej praktyki dla tożsamości wyznawcy, lecz koncentrować się na…

Zyskaj nielimitowany dostęp do wszystkich artykułów, e-wydań i archiwum

  • Pełny dostęp do wszystkich artykułów
  • Każdy nowy numer od razu w e-wydaniu
  • Archiwum numerów zawsze pod ręką

Artykuł pojawił się w numerze: Wspólnota