Subskrybuj
Publicystka, wieloletnia redaktorka „Tygodnika Powszechnego”, w którym pełniła m.in. funkcje sekretarza redakcji i zastępcy redaktora naczelnego, członkini zespołu miesięcznika „Znak”. W latach 1989–1993 – posłanka na Sejm z ramienia Solidarności, a potem Unii Demokratycznej. Ostatnio opublikowała...

Coraz bliżej albo coraz mniej

Wspominając lata posłowania, mówię sobie nieraz: przede wszystkim nie wolno było rezygnować z dialogu z tymi, którzy takich jak ja ogłosili wrogami w imię wspólnej wiary. Także wtedy gdy całkowicie różniliśmy się w naszych projektach i ocenach. Na głowie trzeba było stanąć, a podejmować ciągle nowe próby uczynienia czegokolwiek dobrego razem. A przede wszystkim z Bożą pomocą wymazywać z własnej podświadomości pogardę.

25 lipca 2019 r.

Tę książkę wydał Znak już w tej epoce, w wieku XXI. Nosi tytuł Niedowiarstwo moje, który nawiązuje do apostolskiego wyznania wiary, kończącego się prośbą: „Wierzę, zaradź memu niedowiarstwu” (Mk 9, 24). Jest więc sygnałem poczucia, że wiara w Ukrzyżowanego to tajemnica, którą trzeba przeniknąć. Książkę napisałam prawie 20 lat temu z potrzeby oddania sprawiedliwości świadkom wiary, którzy obdarzali wszystkich naokoło siebie swoim świadectwem. Równocześnie potwierdzali dla mnie samej swoje bezcenne doświadczenie, i to zarówno wtedy gdy nikt o nim nie wiedział, jak wtedy gdy żal było nawet pomyśleć, że utonie ono gdzieś w przeszłości.

Dziś do wielu z tych tekstów chciałabym wrócić na nowo, ale perspektywa 17 lat, jakie mnie dzielą od tamtego lipca, każe i milczeć, i dołączać nowe sygnały albo tym dawnym przyglądać się jeszcze staranniej. Zgadzam się z tymi wszystkimi, którzy przypominają, że wraz z Kościołem i papieżem Franciszkiem weszliśmy w głęboki zakręt, natomiast wiara jest tym, co stanowi i sens, i „technikę” naszej wędrówki wierzących.

30 lipca 2019 r.

Pierwszy rozdział książki nosi tytuł Confiteor. W Ewangelii według św. Jana Jezus mówi do Piłata: „Gdyby królestwo moje było z tego świata, słudzy moi biliby się, abym nie został wydany Żydom. Teraz zaś królestwo moje nie jest stąd” (J 18, 36). Zapomnieliśmy o tych słowach, zostały jakby odsunięte na bok. Od tylu lat chodziło wciąż właśnie o to, by „słudzy bili się”. O to, by odzyskać własność materialną, wciąż rozszerzać zakres posiadania i władzy (media!), uzyskiwać przywileje finansowe. Jako najważniejsze traktowano struktury organizacyjne i prawne, włącznie z dyktowaniem prawodawcy detalicznych formuł ustaw, różnicowano dostojeństwo nadprzyrodzone słownikiem i kolorami (np. Ekscelencja, Eminencja), a ciągle w złudzeniu, że dostęp do posiadania prawdy (zupełnie jak sejf bankowy) usprawiedliwia wszystkie te instrumenty, tak widoczne, tak gorszące. Aż tak trudno uwierzyć, że dalej możemy się z nimi zgadzać. Wszystko to zdawało się ważniejsze od służebności: ona zeszła na dalszy plan. Dotychczasowe owoce? Głębokie podziały wśród wierzących, usankcjonowana wrogość. Całym grupom ludzi zaczęto przyczepiać etykietki eliminujące ich ze społeczności Kościoła. Na przykład „katolik, ale” – kategoria funkcjonująca w mediach katolickich, a nawet w wypowiedziach hierarchów. Albo traktowanie „katolicyzmu otwartego” jako podejrzanego… Nikt tak ostro nie zwalcza się i nie mówi o sobie z taką dozą…

Zyskaj nielimitowany dostęp do wszystkich artykułów, e-wydań i archiwum

  • Pełny dostęp do wszystkich artykułów
  • Każdy nowy numer od razu w e-wydaniu
  • Archiwum numerów zawsze pod ręką

Artykuł pojawił się w numerze: Migawki z frontu