Hennelowa miała świadomość, że takiego wewnętrznego sprzeciwu nie zmieni się ani żadnym kazaniem, ani samym prawem. Społeczna i polityczna odpowiedzialność polega na tym, aby budować warunki, w których kobieta może decydować o macierzyństwie i mówić mu świadome, własne „tak”. Co więcej, Hennelowa podkreślała, że prawo, które bezwarunkowo zakazuje przerywania ciąży, nie opowiada się po stronie życia. Przywoływała przykład socjalistycznej Rumunii, gdzie obowiązywał bezwzględny zakaz przerywania ciąży, a jednocześnie domy dziecka były miejscami nędzy, przemocy i samotności.
Kiedy na początku lat 90. Sejm rozpoczął pracę nad senackim projektem nowej ustawy dotyczącej warunków przerywania ciąży, Hennelowa została wiceprzewodniczącą komisji sejmowej. W intencji osób takich jak ona nowa ustawa miała nie tylko określać warunki dopuszczalności przerywania ciąży, lecz przede wszystkim dawać podwaliny pod rzeczywistą ochronę praw reprodukcyjnych oraz pod odpowiedzialną politykę społeczną. Bilans ostatnich trzech dekad jest pesymistyczny. Sposób potraktowania opiekunów dzieci z niepełnosprawnościami protestujących w Sejmie i walczących o godne warunki do ich wychowywania jest smutnym przykładem politycznej hipokryzji tzw. obrońców życia.
Restrykcyjne jak na warunki europejskie prawo zostało z czasem określone mianem „aborcyjnego kompromisu”.
W rzeczywistości było to raczej porozumienie zawarte między przywódcami Kościoła a konserwatywnymi politykami. Aż do czasu pierwszych rządów PiS uznawane ono było przez polskich biskupów i znaczną część sił politycznych. Zmiany, jakie zaszły w ostatnich latach, sprawiły, że nie ma już powrotu do dawnych…