Pracom nad tekstami towarzyszyły bolesne rozstania. Najpierw śmierć Ireneusza Kani, wybitnego tłumacza, swoją mądrością, erudycją, doświadczeniem wzbogacającego również i nas, redakcję i tworzone przez nas pismo. Kilka dni później – krakowskiego kompozytora Stanisława Radwana, o którym tak przenikliwie w pożegnaniu napisała Joanna Olczak-Ronikier „Jego wrażliwość, słuch, intuicja gwarantowały harmonię: słowo, obraz, dźwięk, ruch układały się w spójną całość”.
Wobec najbliższych, których życie rozrywa śmierć kochanych, i wobec ich niezgłębionego bólu, słowo pisane odsłania swoją bezradność.
Znaczenie ma obecność, pomoc i próba dzielenia się świadectwem i wdzięcznością. Ale zarazem właśnie to słowo kiedyś wraca, bo przecież to właśnie słowa-obietnice są w każdej religii źródłem nadziei. Także filozofia przynosi takie pocieszenie, płynące z poszerzenia horyzontu codzienności, spojrzenia w głąb pytań o sens ludzkiego życia. Pytania o śmierć stawiają nas w obliczu doświadczenia, które za Johnem Keatsem nazywamy „negative capability”, „zdolnością negatywną”. Jest to umiejętność trwania pośród niepewności, tajemnic i powątpiewań, bez poddawania się gorączkowym poszukiwaniom faktów i przyczyn. To pozwala inaczej spojrzeć na nasze relacje ze zmarłymi, bo przecież zmarli wchodzą z nami w relacje: nie jest to jedynie jednostronne zobowiązanie pamięci czy konieczność podjęcia określonych działań (np. modlitwy, troski o pozostawione rzeczy). Mamy często poczucie że zmarli nam towarzyszą i nas odwiedzają (nie tylko w snach), napominają, przestrzegają, uczą, zabraniają, niekiedy niepokoją, proszą o pomoc. Obecność zmarłych…