Subskrybuj
Profesor europeistyki na Uniwersytecie Oksfordzkim, członek Instytutu Hoovera przy Uniwersytecie Stanforda.

Kryzys Europy cz. II

Strach przed upadkiem, Monnetowska logika konieczności czy po prostu siła bezwładu pozwolą nam zaledwie utrzymać się na drodze, nie stworzą dynamicznej, patrzącej w przyszłość Unii, która cieszy się aktywnym poparciem swoich obywateli. Bez nowych sił napędowych, bez pozytywnej mobilizacji elit i społeczeństwa Unia Europejska, choć przetrwa pewnie jako kombinacja traktatów i instytucji, stopniowo będzie tracić na znaczeniu i rzeczywistej skuteczności.

Europejski trójkąt niedostosowaniaEuropa miota się między polityką narodową, europejską i globalnym rynkiem. Od momentu gdy w 1951 r. powstała Europejska Wspólnota Węgla i Stali, proces zjednoczenia opierał się na wypracowywaniu poszczególnych europejskich polityk – od rolnictwa, rybołówstwa, handlu aż po politykę monetarną. Demokracja wciąż jednak miała charakter wyłącznie narodowy. Gdy w ostatniej dekadzie pod pozornie spokojną skorupą strefy euro temperatura lawy rosła, europejscy przywódcy większą część swojego czasu spędzali na próbach napisania konstytucji dla Europy. W odpowiedzi na proces pogłębiania integracji, jakim było wprowadzeniu wspólnej waluty, i rozszerzania się wspólnoty, dzięki historycznej decyzji o przyjęciu do Unii krajów Europy Wschodniej, zaproponowali utworzenie nowych instytucji dla 500 mln obywateli 27 krajów członkowskich (od 2007 r.). Wyborcy we Francji i Holandii w referendach odrzucili jednak nawet skromne wersje tych wzniosłych projektów. „Narody tego nie chcą” – komentował Geremek jako zagorzały, acz niepozbawiony poczucia realizmu Europejczyk, krótko przed swoją śmiercią w 2008 r. Góra po raz kolejny urodziła mysz. Traktat lizboński, który wszedł w życie w 2009 r., przekazywał więcej władzy wyłanianemu w wyborach Parlamentowi Europejskiemu. W dzisiejszej Unii decyzje wciąż podejmują jednak narodowe delegacje podczas zamkniętych brukselskich narad. Polityka i komentujące ją media także pozostają narodowe, nie europejskie. W Parlamencie Europejskim znajdziemy wprawdzie szerokie europejskie koalicje, nie oznacza to jednak, że istnieje coś takiego jak europejska polityka. Średnia frekwencja w wyborach do Parlamentu Europejskiego spada, począwszy od roku 1979, kiedy to zorganizowano pierwsze bezpośrednie głosowanie. Możemy też wymienić szereg dobrych europejskich mediów, czytanych i oglądanych przez kilku szczęśliwców, nie przekłada się to jednak na istnienie szerokiej europejskiej sfery publicznej. Francuski historyk Ernest Renan…

Zyskaj nielimitowany dostęp do wszystkich artykułów, e-wydań i archiwum

  • Pełny dostęp do wszystkich artykułów
  • Każdy nowy numer od razu w e-wydaniu
  • Archiwum numerów zawsze pod ręką

Artykuł pojawił się w numerze: Mit przeludnienia