„Późna jesień czy nowe przedwiośnie?” – tak Janusz Poniewierski zatytułował ostatnią jak dotąd spisaną część historii „Znaku”, podsumowującą dekadę szóstą, a zatem lata 1996–2006. Historia kolejnej, 2006–2016, wciąż się pisze, dziś więc za wcześnie na jakiekolwiek podsumowania. Z drugiej jednak strony, jubileusz wydania 700 numeru skłania do nazwania szans wykorzystanych. Nie po to, by stawać się sędzią we własnej sprawie, lecz by wzmacniać świadomość tego, jak wiele rzeczy, mimo trapiącego nas wciąż kryzysu, udaje się nam budować. 1. Wejście „Znaku” w epokę multimedialną: „Jeżeli »Znak« ma się rozwijać i szerzej oddziaływać, musi stać się pismem multimedialnym. Istota jego działalności powinna polegać na dialogu między fachowcami wysokiej klasy, naukowcami, intelektualistami oraz młodymi ludźmi, którzy wchodzą w życie i czegoś szukają. Jeżeli ten dialog się uda, to na pewno nie w tym klasycznym, papierowym wydaniu, ale właśnie w nowych formach medialnych” – podpowiadał kilkanaście lat temu (!) Stefan Wilkanowicz, poproszony o radę dla młodszych redaktorów miesięcznika. E- wydania, cyfrowe archiwum „Znaku”, nowa strona internetowa, internetowe transmisje debat, materiały wideo i wiele innych rozwiązań inspirowanych nowymi możliwościami technicznymi – okazało się, że nowatorskie formy realizacji misji spotkały się z żywym przyjęciem nie tylko ze strony młodszych czytelników. 2. Trwałość treści i nowatorskość formy graficznej. Im bardziej otaczająca nas rzeczywistość jest płynna, tym większa potrzeba kontaktu z treściami znaczącymi. Trwałość treści może iść w parze z nowoczesnością formuły graficznej pisma i języka komunikacji. Nasze wysiłki są doceniane. W ostatnich…
redaktor naczelna miesięcznika „Znak”, dr nauk humanistycznych w zakresie filozofii, publicystka. Specjalizuje się w tematach dotyczących społecznych przemian religijności, sporów światopoglądowych, relacji państwo-Kościół, wielokulturowości i problemów mniejszości. Członkini Rady Fundacji na rzecz Chrześcijańskiej Kultury Społecznej...