Mowa o osobach transpłciowych, szczególnie tych po chirurgicznej korekcie płci, które zdecydowały się na prawną zmianę danych metrykalnych. I choć skala zjawiska nie jest duża, według szacunków badaczy waha się ona od 0,003% do 0,01% populacji, ważne, aby ten temat znalazł miejsce w świadomości społecznej, ale także w świadomości wspólnoty Kościoła. Powodów jest sporo. Część z nich można na własną rękę odnaleźć w tekstach publikowanych w grudniowych Ideach. W tym miejscu pragnę zwrócić uwagę na tylko niektóre z nich. Pierwszy dotyczy stosunku do inności i pytań, na które nie mamy odpowiedzi. Spośród różnych kręgów inności, które coraz lepiej rozpoznajemy w naszych wspólnotach, ten zalicza się do najsłabiej opisanych. Podczas odbywającego się niedawno synodu dotyczącego rodziny padły pytania o osoby homoseksualne i żyjące w związkach niesakramentalnych. Ze względu na skalę zjawiska nie podjęto jednak kwestii transpłciowości. Również sama nauka wciąż nie zna odpowiedzi na wiele pytań. Nie znamy genezy transpłciowości i nie zawsze umiemy skutecznie pomóc każdej osobie, która zmaga się z własną tożsamością płciową. Dlatego Kościół wstrzymuje się z decyzjami do czasu, aż zyskamy większą wiedzę. Ale przecież niezależnie od tego, czy nauka wyjaśniła już wszystkie niejasności, nic nie zwalnia nas z pełnego szacunku i miłości stosunku do osób transpłciowych. Każdy z nas jest kobietą i mężczyzną. A właściwa tożsamość płciowa określana jest w chwili narodzin przez lekarza lub położną. Dziś wiemy, że samo pojęcie płci biologicznej jest złożone. Składa się na nią płeć chromosomalna, gonadalna, fenotypowa. I nie zawsze pozostają one ze sobą w…
redaktor naczelna miesięcznika „Znak”, dr nauk humanistycznych w zakresie filozofii, publicystka. Specjalizuje się w tematach dotyczących społecznych przemian religijności, sporów światopoglądowych, relacji państwo-Kościół, wielokulturowości i problemów mniejszości. Członkini Rady Fundacji na rzecz Chrześcijańskiej Kultury Społecznej...