Ideał rodzicielstwa bliskości pozostaje jednak bez głębszego wpływu na kształt społecznej, ekonomicznej i politycznej rzeczywistości: sposoby życia rodziny, funkcjonowanie na rynkach pracy, model edukacji, a nawet polityczne spory toczone wokół spraw związanych z rodzeniem i wychowaniem dzieci. W efekcie postulat bliskości, który mógłby pogłębiać międzyludzkie relacje i budować szerszy krąg społecznego wsparcia rodziny, bywa rozumiany jako kolejne roszczenie formułowane wobec coraz bardziej samotnych i wyizolowanych z szerszych wspólnot rodziców. Zamiast otwierać przestrzeń wychowawczą na wsparcie i udział innych ważnych osób, tworzy presję pozostania z dzieckiem w domu – najlepiej przez matkę. Paradoks ten możemy zrozumieć jedynie z perspektywy głębszej oceny współczesnej kultury nacechowanej konsumpcjonizmem i opartej na zasadach autonomii oraz indywidualizmu, których najwyraźniejszym symbolem jest „odcięcie pępowiny”, „stanięcie na własnych nogach” rozumiane jako cel procesu wychowawczego (w przeciwieństwie do rozwoju postrzeganego jako coraz wyraźniejsze pogłębianie więzi z innymi). Wiele popularnych współcześnie poradników i stron poświęconych wychowaniu przedstawia macierzyństwo wyizolowane z szerszego kontekstu więzi społecznych i głębszego przeżywania sensu bliskości jako ciężką, wyczerpującą inwestycję w rozwój dziecka, budowanie jego kapitału i przewag. A przecież decyzja o tym, jak długo karmimy dziecko piersią albo czy posyłamy je do żłobka, korzystamy z wsparcia niani lub decydujemy się…
redaktor naczelna miesięcznika „Znak”, dr nauk humanistycznych w zakresie filozofii, publicystka. Specjalizuje się w tematach dotyczących społecznych przemian religijności, sporów światopoglądowych, relacji państwo-Kościół, wielokulturowości i problemów mniejszości. Członkini Rady Fundacji na rzecz Chrześcijańskiej Kultury Społecznej...