W otwierającym tamto wydanie eseju Olga Tokarczuk, odwracając się od dalekich wojaży, kierowała wzrok na najbliższą okolicę: „Przeszła mi ochota na podróże, po tym jak dżihadyści wysadzili posągi Buddy i zniszczyli Palmyrę. Może lepiej jest zwiedzać je wirtualnie, w Internecie, bo tam wciąż istnieją i są bezpieczne. Nie mam potrzeby zwiedzać obcych miast, od kiedy na każdej ulicy świata można znaleźć te same pamiątki wyprodukowane w Chinach. Nie będę już zwiedzać muzeów w obcym mieście, dopóki nie zobaczę muzeów w moim własnym”.
Z co najmniej kilku powodów mikropodróże są dziś wspaniałą alternatywą dla dalekich wypraw. Odkąd niemalże wszystko już można kupić: od wejścia na Dach Świata, poprzez spotkanie z egzotycznymi kulturami, aż po loty w kosmos, odkrywanie najbliższego nam świata pozwala wymknąć się z pułapki komercjalizacji i utowarowienia zasobów, dóbr i doświadczeń.
Mikropodróż jest odtrutką na te przytłaczające doświadczenia, bo niemalże nic nie kosztuje, bo nie trzeba się do niej długo przygotowywać, bo można rozpocząć ją już za kilka chwil.
W obliczu pogarszającego się stanu środowiska naturalnego, a nawet czekającej nas katastrofy ekologicznej mikropodróż to także odpowiedzialny pomysł na wakacje i aktywne spędzanie czasu – redukuje się ślad węglowy (związany z podróżą samolotem), dowartościowuje to, co bliskie i lokalne, pozwala lepiej zakorzenić się w naszym codziennym świecie. Mikropodróże to wreszcie forma życia czerpiąca z rozmaitych tradycji duchowych i filozoficznych. Greccy perypatetycy uprawiający myślenie, które karmi się ruchem, oraz średniowieczni pielgrzymi modlący się w drodze i…