Coraz więcej autorytetów i instytucji zajmujących się zdrowiem psychicznym alarmuje, że kondycja Polek i Polaków stale się pogarsza. Stygmatyzujący i pogłębiający podziały język może być jedną z przyczyn: buduje atmosferę zagrożenia, wzajemnej nieufności, wzmaga poczucie lęku i wywołuje agresję. W ostatnim numerze miesięcznika „Znak” pisaliśmy o homofobii, która niszczy polskie rodziny. Ale przecież wśród propagandowych projektów językowego przewartościowania rzeczywistości poczesne miejsce zajmuje nie tylko nagonka na „ideologię LGBT” i „gender”. Równie destrukcyjna w skutkach okazała się kampania antyuchodźcza, w krótkim okresie czyniąc z Polaków – narodu przez wiele pokoleń doświadczającego losu migranta i uchodźcy – społeczeństwo pełne lęku wobec tych, którzy z powodu wojen, zmian klimatycznych i katastrof humanitarnych szukają w Europie schronienia.
Naszą obawę budzi też fakt, że psucie języka i nonszalanckie niszczenie dobrych praktyk społecznego współżycia dokonują się przy aktywnym udziale ludzi Kościoła. To buduje najgorszy rodzaj zagubienia moralnego polegającego na tym, że to, co złe, przedstawiane jest jako dobre i zyskuje oficjalną aprobatę oraz błogosławieństwo ze strony władzy świeckiej i kościelnej.
Zmiany zachodzące w Polsce wpisują się w szerszy nurt antyliberalnej rewolucji, jaka ma miejsce w Europie i Stanach Zjednoczonych. Świat zachodni, którego ważnym elementem po II wojnie światowej był sojusz transatlantycki, traci w ostatnich latach swą polityczną i etyczną równowagę. Symbolem tego rozchwiania stał…