Osobiście mam jednak pewien kłopot ze słowem „odporność”. Choć przecież czuję się odporna. I wciąż dbam o wzmocnienie odporności własnej i bliskich. Im bardziej jednak jestem odporna, tym częściej myślę o słabości. O tym, co tracimy, kiedy odporność podnosi próg bólu. Zmniejsza wrażliwość na cierpienie. Empatię czyni jakby mniej czującą. Wszystko pozornie jest dobrze, jednak nasz język staje się jakby twardszy, bardziej zdecydowany, niecierpliwy.
Nie zachęcam nikogo do rezygnacji z troski o wzmacnianie własnych sił, zwłaszcza w obliczu choroby. Chciałabym jedynie odsunąć się od tej granicy, kiedy źle rozumiana odporność mogłaby się stać zapomnieniem, poczuciem wyższości. Kulturą opartą na sile. Tak się dzieje, gdy zaczyna osuwać się w swoje wypaczenie.
Wydaje nam się, że musimy dbać o odporność, bo żyjemy w trudnych czasach. Bądźmy jednak uczciwi, czy życie w przeszłości było łatwiejsze? Każda epoka ma przecież swoje wyzwania. Wykonajmy małe ćwiczenie z przeszłości. Cofnijmy…